V Festiwal Slajdów Podróżniczych odbywał się w dniach 5–8 maja 2015 roku w Centrum Wykładowym Politechniki Poznańskiej. Od samego początku był on zapowiadany jako największa impreza organizowana przez AKG „Halny” w 2015 roku i rzeczywiście post factum zasłużył na to miano. Podczas czterech festiwalowych dni odbyło się siedem prezentacji omawiających podróże po wielu zakątkach Świata, od Alaski po Indonezję. Wbrew informacjom podawanym na plakatach rozwieszonych na poznańskich uczelniach i miejscach związanych w Poznaniu z górami, wszystkie prelekcje odbyły się w sali CW4 – auli Politechniki Poznańskiej.
Organizacją Festiwalu dyrygował prezes Klubu, Maciej Przybylak. Głównym źródłem informacji o Festiwalu była strona http://halny.org/festiwal/ autorstwa Mateusza Bergera. Patronami medialnymi imprezy byli: telewizja WTK, portal epoznan.pl oraz Radio Afera. Festiwal odbywał się pod patronatem honorowym Prorektora PP prof. Jacka Goca.
Wszystkie prelekcje przygotowane były na najwyższym, profesjonalnym poziomie. Uczestnictwo w każdej z nich było niemałą przygodą, a ich opis zawsze będzie nosił subiektywne osobiste piętno. Niemniej jednak postaram się tu pokrótce przybliżyć każde z tych niesamowitych przeżyć.
Podczas prelekcji otwierającej Festiwal Alfred Sosgórnik przeniósł nas do Landakhu, Mustangu i Sikkimu – części Tybetu niezależnych politycznie od Chin, gdzie bez przeszkód funkcjonuje buddyjska tradycja i duchowość. Nasz gość unaocznił nam tym samym, że z Himalajami związany jest nie tylko bezkres wspaniałej przyrody, lecz również bogata, nieodkryta kultura. Pod każdym względem ten pokaz był inny niż pozostałe – może ze względu na to, że w całkowicie inny sposób opowiadał o podróżach w dalekie części świata, a może dlatego, że spośród nas mało kto zdecydowałby się poznawać dalekie kultury w sposób choć trochę dający się porównać do wielomiesięcznego przebywania w wysokogórskich klasztorach i studiowania pradawnych tybetańskich ksiąg.
O ile poniedziałkowy pokaz opowiadał o podróżach długotrwałych, wymagających i poprzedzonych mozolnymi przygotowaniami, o tyle przekaz pierwszej wtorkowej prelekcji dowodził, że podróże dostępne są w zasadzie dla każdego. Bo przecież każdy, nawet bez specjalnych przygotowań, może wsiąść na rower i pojechać w nieznane, tak jak zrobili to nasi goście – Karolina i Aleksander Klaja. Jednak o ile nawet najdłuższa podróż rozpoczyna się od pierwszego kroku, a narzędzia – rower i dobra wola – dostępne są dla każdego, o tyle przejechanie trasy z Wągrowca na Sumatrę wymaga ogromnego poświęcenia i wytrwałości, o czym zdaliśmy sobie sprawę podczas ich pokazu. Kolejna wtorkowa prelekcja – Olka Ostrowskiego nt. narciarskiej wyprawy na Czo Oju – była streszczeniem wyczynu poprzedzonego wieloletnimi przygotowaniami. Olek zaczął jeździć na nartach w wieku trzech lat, ma już za sobą zjazdy z tak osławionych szczytów jak Kazbek czy Pik Lenina, można więc stwierdzić, że przez całe życie pracował na sukces swej ostatniej himalajskiej wyprawy. Mimo to nasz prelegent dowiódł, że do realizacji marzeń potrzebny jest przede wszystkim upór i odrobina fantazji, a niekoniecznie wsparcie wielkich instytucji czy sponsorów.
Myślą przewodnią prelekcji Jurka Pawlety nt. Indonezji (środa) było piękno otaczającego nas świata. Rzeczywiście – zaryzykuję stwierdzenie, że przed obejrzeniem prezentacji „Indonezja. Jazz w krainie waranów” mało kto z obecnych na sali widzów był świadom niezliczonych atrakcji, jakie ma do zaoferowania to ogromne wyspiarskie państwo. A warana z Komodo z pewnością wielu zapamięta na długo.
Pokaz slajdów Pana Bogdana Jankowskiego pt. „Góry bliskie i dalekie” zasługuje na odrębne omówienie. Niezwykłość tej prezentacji biła od samego jej początku. Dotychczas słuchaliśmy ludzi młodych, pełnych zapału i z pomysłami na nowe wyzwania, tu – spotkaliśmy człowieka doświadczonego, zasłużonego, który jest całkowicie świadom sukcesów, jakich dokonał, oraz porażek (jak niezdobycie szczytów K2 i Nanga Parbat zimą), który były jego udziałem. Dotychczas – słuchaliśmy o dokonaniach, które być może, w obliczu ogromu podróży i podróżników w dzisiejszych czasach, pozostaną przez historię niezauważone; tu – mieliśmy do czynienia z opowieścią o pionierskich wyprawach – takich jak pierwsze zimowe wejście na Mount Everest z 1980 r. – które były wielkimi odkryciami geograficznymi naszej epoki, istotnymi krokami człowieka na drodze zdobywania naszej planety. Dotychczas – oglądaliśmy garstki zdjęć odcedzone z bezkresu danych zapisanych w formie cyfrowej i krótkie filmiki, które z dzisiejszą techniką może wykonać każdy sprawny operator kamery. Tu – podziwialiśmy reprodukcje zdjęć z prawdziwych światłoczułych klisz i nagrania zarejestrowane na prawdziwych taśmach magnetofonowych, których przygotowanie wymagało nie tylko dostępu do tak rzadkiego podówczas sprzętu, ale również posiadania unikalnych wręcz umiejętności z zakresu fotografii i łączności. Zdjęcia i nagrania z naszpikowanych osiągnięciami wypraw w góry wysokie wywoływały niepohamowany podziw, ale również ogromny respekt, skoro nawet tak doświadczeni himalaiści jak członkowie wypraw Andrzeja Zawady pozostawali czasami bez szans w starciu z potęgą natury i ginęli podczas wykonywania zadań. I jakże kojące było zauważenie Pana Bogdana, że góry to nie tylko Himalaje i Karakorum, na które Polacy w latach 70., 80. i 90. przeprowadzali pierwsze zimowe wyprawy, ale również Sokoliki, gdzie można, lecz nie trzeba, powspinać się w świetle jesiennego słońca.
Ostatniego dnia mieliśmy okazję wysłuchać dwóch niesamowitych prelekcji. Piotr Strzeżysz z właściwym sobie poczuciem humoru i szczerością opowiedział o swojej samotnej rowerowej podróży po obu kontynentach amerykańskich. Mimo iż w niektórych miejscach pokazu skierował nasze myśli na takie kwestie jak: Czy rzeczywiście, skoro nie ma tam przełęczy położonych na wysokości 5000 m n.p.m., lepiej podróżować jest po Danii niż po Argentynie? czy: Czy naprawdę można rozróżnić płeć pancernika po oczach i stylu poruszania się?, to jednak na koniec przekonał nas do tego, że podróż jest wartością samą w sobie, że niejednokrotnie nieważny jest cel, do którego zmierzamy, lecz sam proces podróżowania, jego rytm i trwanie. Po prelekcji klubowa biblioteczka wzbogaciła się o ostatnią książkę autorstwa Piotra pt. „Powidoki”. Natomiast podczas kolejnego pokazu Łukasz Supergan przybliżył nam historię swego samotnego przejścia irańskich gór Zagros, które to przejście, nawet po obejrzeniu zdjęć z prezentacji, wydaje się przedsięwzięciem na granicy ludzkich możliwości. O niszowości obranego przez Łukasza kierunku może być fakt, że podczas całej swej pieszej wędrówki spotkał on 1 (słowem: jednego) turystę, a większość jego trasy wiodła mało uczęszczanymi drogami i bezdrożami.
Zdjęcia na festiwalowych prelekcjach wykonywali Maciej Przybylak i Łukasz Flis.
W czasie pomiędzy dwiema piątkowymi prelekcjami poznaliśmy zwycięzców konkursu fotograficznego zorganizowanego przez nasz Klub. Na ogłoszony na długo przed Festiwalem konkurs wpłynęło 35 prac, w większości od osób ściśle związanych z „Halnym”, z których lwią część można było oglądać podczas Festiwalu na wystawie przed wejściem do auli. Zarząd i Komisja Rewizyjna stanowiła jury, które przyznało pierwszą nagrodę oraz wyróżnienie, natomiast równolegle na naszym facebookowym profilu na najlepsze zdjęcia mogli głosować uczestnicy Festiwalu. Werdykt odczytała sekretarz Klubu Zuzanna Tundak. Nagrodę Publiczności otrzymał Marek Wąsik za zdjęcie „Najstraszniejszy, ale i najprostszy odcinek górskiego traktu (na tle masywu Annapurny)”; nagrodę Jury otrzymał Radosław Siekierzyński za zdjęcie „Dom w chmurach – wioska Ranca w Rumunii”, zaś wyróżnienie otrzymał Łukasz Flis za zdjęcie „Nocne poszukiwania skarbu III Rzeszy w Górach Sowich”. Wszyscy laureaci konkursu otrzymali atrakcyjne nagrody: książki i klubowe gadżety.
W trakcie dwóch ostatnich festiwalowych dni zbierane były również datki na rzecz ofiar trzęsienia ziemi z 25 kwietnia br. – przed prelekcjami cele i założenia akcji „Ej, odbudujmy Nepal” przedstawiała Tija Grebieniow.
V Festiwal Slajdów Podróżniczych AKG „Halny” zakończył się w piątek 8 maja bardzo późnym wieczorem. Z perspektywy czasu jego organizacja zakończyła się dużym sukcesem. Czterdzieste pierwsze urodziny naszego Klubu uświetnione zostały rekordową liczbą pokazów slajdów prowadzonych przez absolutną czołówkę polskich podróżników. Frekwencja nie była rekordowa – co być może było spowodowane słabą reklamą, a być może małym zaangażowaniem ludzi związanych z Klubem – niemniej jednak na najciekawszych pokazach publiczność liczyła ponad 150 osób. Prelekcje zbierały same pozytywne opinie wśród widzów wywołując niejednokrotnie długie i pełne zaangażowania dyskusje. Co do organizacji imprezy zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski. Mam szczerą nadzieję, że po Festiwalu Slajdów Podróżniczych pozostanie w nas duchowa jego cząstka, a w szczególności marzenie o dalekich podróżach i nierozerwalnie z nimi związaną wolnością, tak celnie opisaną w piosence wplecionej w pokaz Piotra Strzeżysza: Włóczykije, włóczykije / Jak się wam na świecie żyje? / Stare porzucacie miejsca / By gdzie indziej szukać szczęścia.
Andrzej Gładysiak



















