Relacje

Nepal
Trekking w masywie Mount Everstu
06.10 - 04.11.2007

Niniejszy himalajski poradnik nie będzie

(jeżeli ktoś na to liczył) typową relacją z naszej miesięcznej wyprawy w masyw Mount Everestu. Będzie to raczej mały poradnik dla tych, którzy chcieliby się wybrać w te rejony świata.

Na początku zastrzeżenie : my NIE byliśmy na szczycie Mount Everestu (zresztą i tak nas na to nie stać - koszt rzędu 60-70 tysięcy USD), a jedynie w masywie najwyższej góry świata. Trasa przez nas "zaliczona" to typowy trekking, gdzie z wyposażenia górskiego (szczegóły poniżej) potrzebne są jedynie dobre buty, kijki i duuuuużo samozaparcia.

Dojazd (czy raczej dolot) - najwięcej trekkerów z Polski wybiera drogę Aerofłotem via Moskwa. My natomiast - jako zdecydowana opozycja antyputinowska ;) - wybraliśmy drogę przez Helsinki liniami Finnair. Przy wylocie późnym przedpołudniem ze stolycy (rozkład rejsów jeszcze z lata 2007) byliśmy wczesnym popołudniem w Helsinkach, skąd po godzinnej przesiadce dotarliśmy o północy lokalnego czasu do Delhi. Tu zwykle jest wieeeeeelogodzinna przesiadka na linię Air Sahara, którą w półtorej godziny dociera się do Kathmandu.

Oczywiście na trasie Delhi-Kathmandu lata wielu przewoźników, a liczba dziennych rejsów sięga ok. 10, ale niestety tylko na Saharę da się w Polandii kupić w miarę bezproblemowo bilety - handluje nimi firma Aviareps.

Komunikacja na miejscu - hmmm, komu się wydawało, że np. ukraiński czy rosyjski system marszrutek jest egzotyczny, zapraszam pod Himalaje :) Po miastach i prowincji jeżdżą wszelakiej maści i koloru wehikuły, przypominające WSZYSTKO ;) - od klasycznych (no, mniej więcej...) autobusów przez motoriksze (o nominalnej pojemności ok. 8-10 osób, a rzeczywistej dochodzącej do 30...), riksze rowerowe, motory, itp., itd. Jest jeszcze opcja bezspalinowa (słoń, osioł, jak) lub wersja dwunożna (tragarz). Są oczywiście autobusy międzymiastowe - osiagające w porywach (na prostej i z górki) 35 kmh i to - rzecz jasna - pod warunkiem, że akurat żadny inny wehikuł nie trafi się na jego trajektorii. Koszty niewielkie (rzędu pół dolara za godzinę jazdy).

Jeśli ktoś zamierza przemieszczać się na większe odległości (a takie w Nepalu to już 200 km), warto skorzystać z samolotów. Jest ich sporo (choć sa malutkie - średnio na 15-20 miejsc), a cena dość umiarkowana - lot z Kathmandu w góry to koszt na poziomie 80-110 USD. Samoloty są często spóźnione, odwołane na 2-3 dni (z powodów atmosferycznych), ale ogólnie jest to dobre wyjście, jeśli ktoś ma mniej czasu. Natomiast samolot to zdecydowanie złe rozwiązanie w związku z z aklimatyzacją - po prostu zbyt szybko zdobywa się większe wysokości.

Kiedy jechać - zdecydowanie unikać naszego lata. Najlepsze warunki do trekkingów (tudzież wypraw na wyższe szczyty) są jesienią - od ok. połowy października do końca listopada. Im później, tym oczywiście chłodniej, zatem planując trek w wyższe partie lepiej wrócić z gór do maxymalnie połowy listopada, ale jeśli ktoś ma w planie trasę na wysokości do ok. 3500 m n.p.m., można śmiało kontynuować trekking do końca listopada.

Drugim terminem jest wiosna - mniej więcej kwiecień. Plusem wiosny jest niesamowita, bujna zieleń, minusem - nieco gorsza, niż jesienią, widoczność. Od około połowy maja do końca września w Nepalu jest monsun - regularne opady (często ulewne), pijawki na trasie i temu podobne atrakcje. Nasza zima z kolei to dobry termin do zwiedzania nizinnego Nepalu, natomiast właściwie już od poziomu 2500 m n.p.m. jest zbyt zimno, by trekować.

Czas trwania - wyjazd do Nepalu w wersji maksymalnie skróconej trwać musi 3 tygodnie. Jeśli ktoś zamierza połazić lub pozdwiedzać więcej, polecam wyjazd na około miesiąc. Krócej po prostu nie warto.

Formalności - nieskomplikowane. Należy mieć paszport (ważny pół roku licząc od dnia wjazdu do Nepalu) oraz uzyskać na lotnisku, już po wylądowaniu, wizę. Jest to absolutnie bezproblemowe, wizę dają KAŻDEMU, wystarczy wyłożyć na stół 30 papierków z imć Panem Washingtonem i wypisać (po angielsku) krótki wniosek. Często urzędnik wizowy w ogóle nie spogląda na zdjęcie :)

Aklimatyzacja - rzecz pierwszej wagi...

Z tego właśnie powodu zaleca się dojazd w góry autobusem, a nie dolot. Jeśli juz ktoś (czas!!) musi lecieć, zaleca się wówczas dzień-dwa postoju zaraz po przylocie, a potem bardzo wyważone tempo + całodobowe odpoczynki co 2-3 dni z dwoma noclegami w jednym miejscu + wycieczka aklimatyzacyjna gdzieś wyżej. W coraz większej liczbie wiosek na popularnych trasach trekkingowych znajdują się szpitaliki, zajmujące sie (poza ogólnym leczeniem miejscowych) przede wszystkim diagnozowaniem i leczeniem choroby wysokogórskiej. Na trasie wokół Everestu są to : Pheriche (4200) i Machermo (dol. Dudh Kosi - 4400).

Noclegi - na najpopularniejszych trasach trekkingowych (Everest, Annapurna Circuit, Annapurna South Base Camp, Langtang) namiot jest zupełnie zbędny - w odległości 2-3 h drogi od siebie znajdują się tanie hoteliki (zwane lodżami - ang. lodge), których cena waha sie od 0 (słownie : zera) do maksymalnie 10 złotych od osoby - płatne oczywiście w rupiach. Jeśli w jakieś miejscowości nie ma juz miejsc (tzn wszystkie są zajęte), obsługa lodge'y ustawia namioty (ich, nie trzeba mieć swoich), w których śpi się obok lodge'y, a stołuje, myje, wucetuje, itp. w niej. Warunki - różne, ale bądźcie przygotowani na przewiewne okna, drzwi z futryną 160 cm, kibelek myty podczas poprzedniego wcielenia właściciela, a na ogół jedynym ciepłym miejscem w chatce (ogrzewanym zresztą suszonym łajnem z jaka) jest jadalnio-świetlica, gdzie nomen omen kwitnie życie towarzyskie do późnych godzin, czyli w Nepalu zwykle do 20:30 ;). Natomiast na mniej popularne trasy warto brać namiot, gdyż możliwości noclegów w hotelikach sa ograniczone, bądź wręcz żadne.

W samym Kathmandu spaliśmy w centrum miasta, w pokoju z łazienką za równowartość 3 USD, najdroższe hoteliki (oczywiście nie mówię tu o Hiltonach ;)) kosztują do 8 USD.

Język - jeśli komuś bardzo zależy

może próbować opanować nepalski (poza Namaste - cześć, dzień dobry, które opanowują wszyscy trekkersi), język pisany dziwnymi dla nas krzakami. Natomiast absolutnie wystarcza angielski, i to niekoniecznie na poziomie Cambridge Proficiency. Kilka miesięcy nauki, liczebniki, nazwy podstawowych potraw absolutnie wystarczają. No i może jeszcze to, że "Very good price, my friend" oznacza cenę zawyżoną średnio 5-krotnie...

Nas bardzo zaskoczył chatar

na jednym z noclegów, który zwrócił się do nas po... czesku :) Nie umiał wprawdzie wiele ponad "Dobre rano" i "Dobrou chut'", ale miłe i to !! W skali Nepalu czeski to w zasadzie polski :)

Koszt - przeciętnie wyprawa do Nepalu to koszt rzędu 5000-5500 zł. W tym niestety większość (ok 3000-3200) to przelot. Taniej można lecieć zimą (jeśli nie idzie się w wyższe partie Himalajów). Drugim większym kosztem jest ubezpieczenie - zależnie od firmy w Polsce, w której się ubezpieczamy oraz od kwoty gwarancyjnej to koszt między 200 a 350 zł.

Na miejscu jest juz taniej : wiza to 30 USD, koszt noclegu (patrz szczegółowy wyżej) od za_darmo do kilku USD, obiad w restauracji "dla miejscowych" za dolara, w knajpie dla Westmanów od 2 do 5 USD. Przeloty wewnątrzkrajowe od kilkudziesięciu do stukilkudziesięciu USD, loty widokowe nad Himalajami ok 120-140 USD, bilet autobusowy na odległość 200 km - 7 USD, taki sam bilet, ale ekspresową linię GreenLine - 15 USD. Generalna zasada : im wyżej tym drożej - za to samo piwko w Kathmandu płaci się ok 1,5 USD, a pod bazą pod Mount Everestem już 5 USD. Podobnie z jedzeniem.

Wynajem tragarza (może nieść do 25kg) - średnio 10-15 USD dziennie.

Na miejscu pieniądze wymienia się bez jakichkolwiek problemów i formalności w licznych kantorach : jesienią 2007 za 1 EUR płacono 89 rupii, za funta 124 rupie, a za papierek z imć Panem Washingtonem 61 rupii.

Dla leniwych, którym nie chce się organizować całości samemu - wyjazd z biurem podróży to koszt od 7500 wzwyż.

Jedzenie - jeśli ktoś kocha mięcho

to w Nepalu będzie miał ciężko - szerzej : w Azji. O ile na pokładzie Finnaira stewardessy pytały, kto chce "vegetarian meal", o tyle na pokładzie Air Sahary z Indii do Nepalu pytano, czy ktoś przypadkiem chce posiłek "with meat". Miejscowa kuchnia bazuje na ryżu - podstawowym posiłkiem (którego nawet kochając ryż ma się dość po max 2 tygodniach) jest daal bhat - ryż z czymś na kształt zupy z soczewicy i gotowanymi warzywami, dość pikantny, ale smaczny posiłek. Oprócz wynalazków typowo "westowych" (jak omlety, jajecznice, smażone pyrki, itp.) popularne są pierożki momo (to akurat potrawa tybetańska) czy milion innych wariacji na temat ryżu (podsmażany, z jajkiem, itp). W lodge'ach często można (jednak !!) kupić smażony stek z jaka, ale widząc, w jakich warunkach (czy raczej : ich braku) owo mięcho wędruje w koszach tragarzy pod himalajskim słońcem, muchami, gołębiami, itp. - trudno się dziwić, że średnio co drugi Nepalec jest wierny diecie wegetariańskiej.

Ale niezależnie od tego, co się zamawia - większy zapas carbo medicalis (lub jemu podobnych) jest zalecany ;)

Sprzęcicho - generalnie niewiele. My na nasz trek (biegnący - co prawda - po dość cywilizowanych okolicach) braliśmy tylko ciepły śpiwór (puch z extremum do -15° C), kijki i porządne buty. Jeśli jedzie się w bardziej odludne okolice warto też mieć namiot, karimatę, kuchenkę. Wszelakie pomysły typu raki, czekany, liny, itp. - zupełnie niepotrzebne (oczywiście pod warunkiem, iż nie wybieramy się wyżej, na szczyty).

Inne ciekawe porady :

  • - targuj się ile wlezie. Często cena wyjściowa jest dla Ciebie (jako białego) zawyżona 4-5-krotnie. My targowaliśmy (skutecznie!!!) nawet bilet lotniczy i łapówkę dla maoistów.
  • - nigdy nie przyjmuj pierwszej napotkanej oferty i nie daj się zwieść zapewnieniom, że to "very good price, my friend, only for you" - zwykle kolejna będzie lepsza :)
  • - tuż przed wyjazdem zorientuj się w aktualnych cenach - po prostu po to, by nie dać sie oskubać i wiedzieć do jakiego +/- poziomu należy się targować
  • - oczy i uszy dookoła głowy (jak chyba w każdym egzotycznym kraju)
  • - wszędzie napotkasz tysiące naganiaczy, naciągaczy itp - najlepsza zasada (jak z errorami w Windowsie) "ignore"
  • - nie wierz nikomu, że to jest akurat np. ostatnia herbaciarnia a kolejna jest za 4h marszu - na 99% napotkasz kolejną za ok. 15-20 minut
  • - podkreślaj wszędzie, że jesteś "from Poland" - sporo Nepalców wie, że to nie aż taki bogaty kraj jak Dojczlandy czy inne JuEsEj. Masz szansę na lepszą cenę.

Rafał Jankowiak

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań