Relacje

Andorra 1994

Klubowa wyprawa do Andorry zaczęła się od obchodów urodzin Prezesa na bazie namiotowej w Radochowie. Z Polski (przez Kudowę) wyruszyliśmy, tradycyjnie już autostopem, 18 lipca. Do punktu zbornego w Ax-les-Thermes na południu Francji dojechało 8 osób: Piotrek Rożek - kierownik ekipy, Gośka, Kaśka, Magda, Filip, Rafał, Tomek i Marcin. Rezultat - 2000 km przejechane w 2 do 5 dni. Warto tu wspomnieć, że kilka dni wcześniej do Andorry dojechali Aśka z Różykiem robiąc mały zwiad terenu. Niestety połączyć z grupą jakoś im się nie udało. Inna para - Sroka z Tomkiem przegięła jeszcze bardziej. Zboczyli tylko o kilkaset kilometrów i wylądowali w Alpach w Chamonix - ot taka mała pomyłeczka. Ekipa główna potrzebowała za to tylko jednego dnia by bez strat dotrzeć do Andorry.

Andorra - państewko w środkowej części Pirenejów, powierzchnia około 465 km2, 55 000 mieszkańców, język urzędowy - kataloński, waluta - frank francuski i peseta hiszpańska z preferencją dla tej drugiej, strefa wolnocłowa, 28 - osobowy parlament z przewodniczącym sadykiem, zwierzchnictwo prezydenta Francji i biskupa hiszpańskiego z Seo de Urgel.

Wspaniała ósemka przez tydzień zmagała się z górami Andorry (z pomocą mapy, która kiepsko komponowała się z rzeczywistością), kąpiac się w kilku górskich jeziorach, zdobywając kilka szczytów: Cap del Port Dret (2682), Pic de la Sarrera (2914), Pic del Salt (2767). Nocowali w górskich schroniskach - betonowych pudłach z metalowymi łóżkami, stołami i ławami, ale za to "for free" i czystymi choć żadnej obsługi tam nie uświadczysz. Pogoda była "kraciasta" i czasem trzeba było rozpalać ogień w kominkach. Robiło się wtedy bardzo przytulnie. Halniacy pozostawili tam wiele wymyślnych wpisów do ksiąg schroniskowych i kupkę śmieci w specjalnych koszach, wywożonych później śmigłowcami - śmieciarkami. Po drodze spotykali wędrowców z całego świata: Skandynawów, Holendrów, nawet Australijczyków.

Po tygodniu większość ekipy rozjechała się w świat pozwiedzać Barcelonę, Paryż, Genewę i wszystko po drodze. Piotr i Filip zdecydowali się pozostać jeszcze parę dni i złoić najwyższy szczyt Andorry - Coma Pedrosa (2946). Udało im się zdobyć ten i jeszcze kilka innych "prawietrzytysięczników". Cała ekipa dojechała szczęśliwie do Polski, a plonem wyprawy, oprócz mnóstwa wrażeń, jest prawie 200 zdjęć i slajdów do obejrzenia u Piotra Rożka.

Różyk 25.X.1995

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań