Relacje

Rajd „Październikowy”
Jeseniky Hey
18-21.10.2013

Studenci pociągiem ruszyli z Poznania,
Idąc korytarzem, wyciągnęli znaczki
Szukając przedziałów – ludzi przepędzili,
Siedzą w przedziałach i ryczą do siebie
Wszyscy mamy źle w głowach, że jedziemy

Hey, Hey lala, lala, Hey, Hey, Hey

(A oranizatorki?)
Dużo pieniędzy w plecaku i nocy nieprzespanych
Godzin wiele znowu do Kłodzka…
Och jaka była długa dla nas ta nocka…
Wszyscy mamy źle w głowach, że jedziemy

Hey, Hey lala, lala, Hey, Hey, Hey

Wzorce asfaltowych tras, łącznie wszystkich cichobiegi
Tworzą kilku grup łańcuchy dłoni, zwarte szeregi
Jedni, drudzy, trzeci… Każdą inną trasą
A pod koniec dnia jesteśmy i tak jedną biomasą J
Wszyscy mamy źle w głowach, że jedziemy

Hey, Hey lala, lala, Hey, Hey, Hey

(o schroniskach I właścicielach)
Sto trzydzieści osób wyżywić, pomieścić
Napalić w piecu, nakarmić, wypieścić
Drewna na opał zużyć całe góry…
Potem będzie za co kupić Lambo, skórę i komóry!!!
Wszyscy mamy źle w głowach, że jedziemy

Hey, Hey lala, lala, Hey, Hey, Hey

(o atmosferze na rajdzie)
Idąc zwartym krokiem dużo opowiadamy,
Czasami mamy ochotę iść na chwilę całkiem sami,
Koło czwartej, piątej rano zapominamy o Bożym Świecie J
Wszyscy mamy źle w głowach, że jedziemy
Hey, Hey lala, lala, Hey, Hey, Hey

Bartek Płotka

<< powrót

Rajd „Październikowy”
Jeseniky
19-20.10.2013

Gdy październik w pełni, a barwy jesieni walczą o należną sobie uwagę podczas ostatnich cieplejszych dni... pora wyjechać w góry! Jak co roku o tej porze, w liczbie niemałej - to o tych startujących w czwartek - i tej bardziej policzalnej w wydaniu dwudniowym, czyli dwudziestu, znaleźliśmy z Halnym dobre preteksty ku temu, by powędrować. Tym razem po czeskich Jesenikach. Można powiedzieć, "ta ostatnia sobota", bo pojawienie się w przyszłości, w tradycyjnym miejscu zbiórek (na starym dworcu Poznań Główny) nie będzie już możliwe. Jako ogarniający wyjazd nieco później niż nasi koledzy, którzy o tym czasie miło spędzali wieczór w Červonohorskim Sedle, nie mieliśmy już szczęścia do pozyskania odpowiedniej liczby map. Pozostało zatem zdać się na to, co w informatorku, a najlepiej trzymać się dość blisko siebie. Po przyjeździe do Wrocławia uzupełniliśmy swe szeregi o sympatyków klubu z tych - już nieco bliższych gór - rejonów i obraliśmy za cel Kłodzko, a następnie wspomniane już miejsce noclegu trasy trzydniowej. Z każdą godziną podróży potęgowała w nas chęć znalezienia się w końcu na szlaku. Po dotarciu i wysadzeniu nas z autobusu, większość obrała wariant dłuższy, zapewniający około 6-godzinną wędrówkę.

Przez pierwszą godzinę nieco kluczymy, a powtarzanymi przez kolejne osoby słowami jest niepokojące “trzeba było...”. Działo się tak zawsze kawałek za rozwidleniami, stąd zejście, wejście, a w końcu pójście “na szagę”. W końcu rozeznajemy drogę do celu, którym był tego dnia Pradziad. Pogoda nas nie rozpieszcza i szczyt otulony jest utrudniającą widoczność mgłą.

Wrażenie na tych, co nie doczytali, czego się spodziewać, robi wyłaniająca się raz po raz, “pływająca w powietrzu” wieża telewizyjna o wysokości 145 m z nadajnikiem i wieżą widokową. Asfalt prowadzący do najwyższego szczytu Jeseników oraz zaparkowane samochody to dowód na to, że Czesi lubią zagospodarowywać swoje góry. Z wieży można przy ładnej pogodzie zobaczyć Karkonosze oraz Wysokie Tatry - tyle teoria, tego tym razem nie doświadczymy.

W Czechach funkcję schronisk pełnią hotele oraz chatki turystyczne. Choć klimatem takie miejsce przypominała po drodze jedynie Švýcárna, pojemność Barborki rekompensuje polskie standardy, do których przywykliśmy. Chociaż co rusz powtarzamy sobie, że nie ma się co spieszyć, bo o łóżko w Barborce i tak będzie trudno, każde z nas może liczyć na coś więcej niż jedynie kawałek gleby. Lądująca przed siadającymi w głównej sali ciepła strawa w postaci kledlików, stanowi miły zestaw startowy. Tego wieczoru, to ludzie wypełniają miejsce klimatem, a w rolę gospodarzy chaty wcielają się z powodzeniem nasze organizatorki - Ania i Magda, którym dobrego humoru starczy jeszcze na długie godziny. Pozostaje dać się przekonać o tym, że Czesi wiedzą, jak się robi dobre piwo i przy gwarze rozmów czekać na przygotowaną przez dziewczyny metę.

Wieczorem pośród przygotowanych zabaw i scenek z Czechami i ich głównym reprezentantem, krecikiem w roli głównej, swoje rozwiązanie miała trasa specjalna. Organizatorki rozpoznając halniaków (jak wcześniej uczestnicy odnaleźć mieli osobę, dla której będą w czasie rajdu mili) i przekonując resztę o tym, jak być miłym po czesku, zdobyły upragnione blachy. Wieczór w dobrym towarzystwie, przy gitarze mija bardzo szybko, stąd najwytrwalszych wita na zegarkach czwarta nad ranem.

Niedzielny odwrót z Pradziada to wcale nieszybka sprawa. Jest to kawałek “śmiało” poprowadzonej drogi, wiodącej nierzadko przez mostki i drabinki pośród śliskich pułapek. Za to po drodze mijać można piękne kaskady mniejszych i większych wodospadów. Karlova Studanka, do której dotarła ostatniego dnia nasza rajdowa grupa, to miejsce, które musi oczarować nawet najbardziej niechętne uzdrowiskom osoby. Poziom zadbania tej miejscowości zachwyca, podobnie jak jej piękna architektura i położenie. Nie ma niestety za dużo czasu, by poznać architekturę obiektów innych, jak czeskie sklepy, gdzie zaopatrujemy się w wafle, kofolę, no i piwo, wydając przy tym swoje ostatnie korony.

Ruszamy autobusami do Kłodzka, myśląc po drodze o możliwościach dostawy ciepłego jedzonka, na nieco oddaloną od centrum stację. Następnie nasza ponad stuosobowa grupa kieruje się już na Poznań, umilając sobie - a może i co poniektórym podróżnym - drogę powrotną przy tekstach rajdowego śpiewniczka na ustach. Te same usta jeszcze długo będą miło wspominać ten rajd, opowiadając tu i ówdzie o jesienikowej, jesiennej wędrówce...

Mateusz Berger

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań