Relacje

Rajd „Październikowy”
Gorce
19-21.10.2012

Był to piękny, bezchmurny i gorący dzień. Promienie Słońca swobodnie przenikały atmosferę, pozbawiając rosy wyżynne łąki, zieleniejące się ostatnim jesiennym tchem. Świerkowe lasy na zboczach gór, poprzetykane gdzieniegdzie buczyną, zdawały się płonąć. Jaskrawe liście opadały bezwładnie na ziemię, nie dręczone najmniejszym powiewem. Górski masyw zatopiony był w płytkim morzu niepozornych obłoków, pokrywających odległe kotliny. Na widnokręgu wyrastała z niego niewyraźnie, niczym postrzępiona chmura szarego pyłu, grań Tatr. Najwyższe gorczańskie hale spowijał letni żar, gdy zarazem pogrążone w głębokim cieniu fragmenty dolin przyprószone były lekkim białym nalotem. Wystarczyło zaledwie, że słoneczna kula zbliżyła się do horyzontu, aby letnia iluzja została bez trudu wyparta przez jesienny chłód. Byłyby to również bezksiężycowe i głuche noce na gorczańskich szlakach. W owym jednak czasie ciemność lasów przenikały na wskroś liczne światła oraz niosące się kilometrami śpiewy.

Niestety, to koniec tego lapidarnego opisu pięknej beskidzkiej przyrody, ponieważ pogoda przez te trzy dni wyglądała jednakowo. Stanowi on istotny element rajdowej układanki. Jednakże skupmy się na wspomnianych światłach i śpiewach. Otóż tej pierwszej nocy, niemal setka ludzi schodziła się długo, po ciemku, do pewnej drewnianej, niewielkiej chaty u stóp Gorca. Tam tłoczyła się niemiłosiernie niczym mrówki, w celu skorzystania z leniwie spadających spod prysznica, "prysznica", lub do czajnika, kropel wody. Tamże tłoczyła się, aby cokolwiek, gdziekolwiek ogarnąć. Wszyscy zmęczeni i radośni. I śpiewy i śpiewy. I jest miło.

Lecz następnego dnia niektórzy jednak zwariowali:
- Jaki masz kolor śpiwora?
- Czy jest tu Marzena?
- Szukam kogoś z lewą nogą dłuższą od prawej!
Zaczęła się trasa specjalna.

Dla części była to długa i ciężka trasa rywalizacji, dla reszty spokojny dzień spędzony na wygrzewaniu się na łąkach i gawędzeniu. Wszyscy jednak co do głowy, spotkali się wieczorem w schronisku na Turbaczu, gdzie odbyła się meta. Czyli śmieszne konkursy, śpiewy, śmieszne konkursy, śpiewy, śmieszne konkursy, śpiewy, śpiewy, śpiewy... nie wszyscy zmęczeni, ale wszyscy radośni. I jest miło.

Ostatni dzień oznaczał powolny powrót "na ziemię", jednak czas na błogie wylegiwanie się na halach zawsze musi się znaleźć. Rozpoczął się długi powrót do Poznania. Lecz nie taki długi, gdy spędzony w Mobilnym Centrum Zabawy i Rozrywki AKG Halny. Otóż owo Centrum, działające sezonowo w relacji Kraków Główny - Poznań Główny i innych, podzielone jest na liczne oddziały. Znajdziemy tu oddział zabaw w mafię, zabaw w bombę, kalambury, kółko dyskusji o trzodzie chlewnej i wiele, wiele innych. I oczywiście najważniejszy - oddział śpiewów. Nikt już nie jest zmęczony, a wszyscy radośni. I jest miło.

Piotr Graczyk

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań