Relacje

Rajd Sudety
Góry Kamienne i Góry Wałbrzyskie
8-10 IV 2011

Relacja naoczna świadka o imieniu Michał z trasy 3-dniowej wariantu drugiego, a było tak:

Piątek 8 kwietnia:

Od samego rana w bojowym nastroju ruszyłem na PKP Poznań. Przywitał mnie „piękny” dworzec główny oraz grupka różnych ludzi stojących pod KFC. Różni ludzie, w różnym wieku, dominacja mężczyzn ale również spora grupa dziewcząt :D O 6:54 podjechała bimba i razem wcisnęliśmy się do środka. Po kilku godzinnej podróży dojechaliśmy do naszej stacji Marciszów Górny i wtedy się zaczęło. Przywitał nas chłodny, silny wiatr który jak się później okazało towarzyszył nam przez całą wyprawę. Celem pierwszego dnia było dostać się do Lubawki. Idąc różnymi szlakami: czerwonym do Kamiennej Góry, następnie żółtym w stronę Betlejem i ostatnia część - czerwonym do samej Lubawki. Pierwszym punktem który odwiedziliśmy w Lubawce to „Biedronka” :D - niestety znajduje się ona po drugiej stronie miejscowości (a trzeb dodać, że Lubawka jest długą miejscowością). Po przyjściu do naszego schroniska okazało się że wraz z chłopakami którymi pokonywałem tą trasę jesteśmy pierwsi. Przywitała nas pewna pani z dzieckiem w wózku i pieskiem:). Schronisko jak schronisko, kuchnia, łóżka, prysznic z ciepłą wodą :) (pozdrowienia dla trasy 3II). Nasze lokum miało jedną wadę: było w nim strasznie zimno, oj i to naprawdę strasznie. Wieczór spędziliśmy na korytarzu siedząc, zajadając smakołyki oraz oglądając Eurosport na którym był tenis kobiet - do dziś jednak nie wiem która zawodniczka wygrała. Tak siedząc i gadając minął nam wieczór…

Sobota 9 kwietnia:

Cel – Sokołowsko. Jak to na rajdzie bywa trzeba wstać jak najwcześniej i wyruszyć. Tak więc się stało, wstaliśmy jak na weekend dość wcześnie i ruszyliśmy niebieskim szlakiem w stronę Chełmska Śląskiego. Po drodze mijając górę Starzec, przełęcz Trzy Buki oraz krzyżówkę BHP :). Chełmsko ma naprawdę ciekawą historię. Opowiedział nam ją pewien Pan Adam, który prowadzi kawiarnie ze sklepem w jednym z „Dwunastu Apostołów” (jeśli jest ktoś ciekaw co to - odsyłam do wujka Google). Wychodząc z Chełmska mijaliśmy szlak św. Anny który jest zakończony kapliczką tej samej patronki. Dalej w stronę Mieroszowa udaliśmy się szlakiem niebieskim. Mijając po drodze przełęcz Nad Kalwarią było trzeba się zatrzymać. Niby Sudety Wałbrzyskie to niskie góry ale widoki są rewelacyjne. Najgorszy odcinek tego dnia był pomiędzy Mieroszowem a Sokołowskiem, kilka naprawdę wysokich i ostrych podejść dało w kość. Za to wieczór miał nam wszystko wynagrodzić. Zbliżając się do noclegu coraz więcej piosenek miałem w głowie. Wieczorem było ognisko, kiełbaski, konkursy czyli wszystko co ma w sobie META :). Część zapaleńców dorwała się do gitary i śpiewali wszystko co popadnie. Śpiewająco minął mi wieczór. Nocleg spędziliśmy w sali gier i zabaw w Sokołowsku, niestety nie było pryszniców ani łóżek ale za to było chrapanie :) i kupa ludzi na malej powierzchni, czyli wszystko to co powinno być na prawdziwym rajdzie.

Niedziela 10 kwietnia:

Niestety był już to ostatni dzień naszego rajdu, mieliśmy się spotkać na dworcu Wałbrzych Główny. Ale po kolei. Po ciężkiej i długiej nocy ciężko było się rozruszać, a trasa jaką mieliśmy do pokonania była długa i wymagająca. Udaliśmy się w stronę Waligóry żółtym szlakiem, po drodze było coś co miało być ruinami zamku - ja bym tego jednak tak nie nazwał, ale pewnie się nie znam. Zaraz po zejściu z Waligóry było schronisko, a tam serwowali naleśniki :D. Posililiśmy się i padła decyzja aby iść dłuższym szlakiem, czyli przez Jeleniec i Borową. Idąc podziwialiśmy widoki i graliśmy w „Kontakt”. Na Borowej czekała nas niespodzianka: dwójka turystów siedziała przy ognisku i piekła sobie kiełbaski. Kilka chwil odpoczynku i ruszyliśmy w stronę dworca. Wałbrzych, cóż kto widział ten wie, a kto nie widział tej miejscowości to nic nie stracił. Na dworcu z nudów zaczęliśmy śpiewać, hitem wyjazdu okazała się piosenka „Bieszczadzkie anioły” może dlatego iż następny wyjazd jest właśnie w tą część polskich gór. Podczas powrotu do Poznania jedni z nas spali inni pilnowali rowerów czy zajadali się pizzą. Ja znalazłem chętnych i kontynuowaliśmy przygodę z gitarą. Chyba nam nawet wychodziło gdyż do naszych śpiewów dołączyli się dwaj podróżni :). Podsumowując rajd „Sudety” okazał się po raz kolejny rewelacyjny. Świetna trasa, organizacja na najwyższym poziomie oraz miła atmosfera sprawiły że aż chce się jechać jeszcze raz.

Z podziękowaniami dla wszystkich organizatorów, szefostwa Halnego oraz uczestników,

Michał

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań