Relacje

Rajd „Sudety”
Karkonosze
16-18.04.2010

Czwartek

Nawet, jeżeli nie miało się okazji zobaczyć nieistniejącego już neonu „Kwiaty”, nie sposób nie trafić na miejsce zbiorki. Grupa Halniaków gotowych (mniej lub bardziej) na zdobycie najwyższej góry Karkonoszy, rzuca się w oczy wchodząc na dworzec PKP. Zupełnie nikogo nie zniechęcał unoszący się dookoła zapach … Po otrzymaniu prezentów od przesympatycznych organizatorów udaliśmy się na nasz pociąg. Każdy z uczestników miał inny pomysł na spędzenie tych paru godzin nocnych. Jedni zbierali siły na następny dzień, a drudzy wręcz przeciwnie:)

Piątek

W Wałbrzychu – stacji docelowej wsiedliśmy w autobus, który dowiózł nas na start naszej wędrówki tzn. na Przełęcz Kowarską. Gdy tylko wysiedliśmy z autobusu wszyscy jeszcze piękni ustawili się do pamiątkowego zdjęcia dla sponsora. Następnie wspólnie ruszyliśmy na szlak, który ku naszemu zaskoczeniu pokryty był białym puchem:) Po dotarciu na Przełęcz Okraj rozdzieliśmy się na trzy szlaki, aby potem znowu spotkać się w czeskim schronisku Jelenka. W tymże miejscu zaspokoiliśmy swój głód. Wychwalane pierogi w większości zostały zamienione na naleśniki serwowane przez niemieckiego Chińczyka.

Teraz już kolejnym celem była Śnieżka. Co niektórym zapewne kojarzy się z wycieczką klasowa w podstawówce, taka tam góreczka… „Co za problem, skoro weszłam na nią mając 10 lat” tylko umknęło to, ze wtedy się na nia wjechało kolejką. I tak oto w oddali ukazała się ogromna ilość śniegu z małym domkiem na szczycie. I tam właśnie zmierzaliśmy. Umęczeni, przemoczeni, dumni z siebie dotarliśmy. I co zaskoczyło nas w schronisku? Prawdziwi turyści w adidasach, z torebkami dotarli tam przed nami! Więc pozostało tylko wymienić worki w butach i szybko stamtąd uciekać, skoro „restauracje” już zamykali. Gdy tylko znów pojawił się szlak, marzeniem było siedzenie w schronisku w ciepłych skarpetkach. Z naszych zdjęć nici, ale kto szybciej przebiera nogami załapał się na piękne widoki, naszym oczom wszystko zasłoniła mgła.

Tym razem wieczór z gitarą wyglądał nieco inaczej. Brakowało radosnych pieśni, głośnego śmiechu i wesołych żartów. Dla większości było to zupełnie naturalne w obliczu wydarzeń, jakie spotkały nasz naród tydzień wcześniej. Pomimo tego czas upłynął nam w miłej atmosferze. Kilku śmiałków zdecydowało się na trasę specjalną, wtedy jeszcze nieświadomi, tego, co ich czeka. Znaleźli się również przeziębieni, u których należało zastosować odpowiednią dawkę witaminy C (zbawienny okazał się Fervex :) ).

Sobota

Jak zawsze każdy miał w planach wczesną pobudkę i szybkie opuszczenie schroniska, jednak po raz kolejny okazało się to trudne do realizacji. Pierwszą atrakcją na szlaku była Świątynia Wang, wykonana bez użycia gwoździ, najstarszy drewniany kościół w Polsce. Trasa krótsza zaplanowana była na 8 godzin, jednak nie było osoby, której udało się przejść jej w tak krótkim czasie.

Natomiast trasa specjalna oraz kilku „ambitnych” podążało tak sławnym wśród uczestników zielonym szlakiem, a czasem nawet poza nim. Wszystko wskazywało na to, ze byliśmy tam jedynymi istotami po opadach śniegu, dlatego każdy krok powodował zapadniecie się, co najmniej po kolana. Tym razem wyjątkowo łatwiej miała płeć piękna, gdyż postawni mężczyźni tworzyli zdecydowanie większe „kratery”, z których trudniej było się wydostać  Idąc w całkiem sporej odległości, można było czuć się bezpiecznie słysząc z oddali niecenzuralne słowa, wypowiadane po każdym zapadnięciu. Kiedy już traciliśmy nadzieję, naszym oczom ukazało się schronisko Odrodzenie. Tutaj serwowano zupełnie inne potrawy niż dnia poprzedniego. W czasie dalszej wędrówki, można było żałować, że nie skosztowało się cudownego bigosu, może wtedy powrót byłby zdecydowanie szybszy. Świadomi, że to, co najtrudniejsze już za nami, zdobyliśmy karkonoskie szczyty Ptasi Kamień, Śląskie i Czeskie Kamienie, Śmielec oraz wyminęliśmy Wielki Szyszak. Było na tyle ciemno, że niezbędne okazały się czołówki.

Wszyscy umyci, zniecierpliwieni pojawili się w miejscu gdzie zaraz miała rozpocząć się meta. Na początku uczciliśmy minutą ciszy osoby, które zginęły tragicznie w Smoleńsku. Dlatego też tym razem jedyny element rywalizacji, jaki się odbył to konkurs krajoznawczy. Zaraz potem podane zostały wyniki trasy specjalnej. Krzysiek i Błażej doskonale spisali się w kwestii organizacyjnej, a jeszcze lepiej poradzili sobie z końcowym zadaniem. Mieliśmy okazję zobaczyć, jakie przedmioty można znaleźć w plecakach dziewczyn na górskim szlaku. Następnym razem już nikogo nie zdziwi suchy szampon czy prostownica do włosów. Meta trwała na tyle długo, że spragnieni Halnicy byli w stanie wiele zapłacić, za napoje gaszące pragnienie, próbowali nawet przekupić panią w recepcji, jednak bezskutecznie. Piosenką przewodnią mety był utwór Dżemu „Czerwony jak cegła”, który doskonale oddawał barwę naszych twarzy.

Niedziela

Czując na całym ciele trud dnia poprzedniego, udaliśmy się do Szklarskiej Poręby. Mieliśmy okazję założyć kaski na głowę i zobaczyć największy wodospad w Karkonoszach – Wodospad Kamieńczyka. Pozostało tylko odpowiednie zaopatrzenie się w sklepie i udanie na pociąg, który bezpośrednio zawiózł nas do Poznania. Mimo, ze droga była długa, to w miłym towarzystwie czas płynie szybciej .... :)

Karolina Dermiago i Ania Dumska

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań