Relacje

Rajd „Październikowy”
Beskid Żywiecki
23-25.10.2009

Błotne SPA

Zmęczone dopiero co rozpoczętym rokiem akademickim, przesilone jesienną depresją postanowiłyśmy wyruszyć na pierwszy w tym sezonie rajd AKG w Beskid Żywiecki. Bez wątpienia nazwa „Błotne SPA” jest adekwatna do tego, co przeżyłyśmy na trasie.

Nasza podróż rozpoczęła się w najpiękniejszym miejscu Poznania, chętnie odwiedzanym przez turystów. Chyba nie trzeba tłumaczyć, co to za miejsce :-) Zbiórka miała miejsce o godzinie 22:00, pod neonem-widmo. Organizator, jak kultura nakazuje, wręczył nam plakietki, które umożliwiały rozpoznanie nas w tłumie. Ułatwiły także pracę konduktorom w pociągu i zwróciły znaczną uwagę innych podróżujących (szczególnie lubiących napoje wyskokowe). Wpatrywali się oni z wyraźnym zaciekawieniem w widniejący na naszych młodych piersiach emblemat piwa „Żywiec”. Podróż jak zwykle dostarczyła wielu wrażeń, z których szczególnie emocjonującym. była walka o być albo nie być w pozycji siedzącej w pociągu. Po nocnych przygodach, o godzinie 8.00 dojechaliśmy do punktu startu, czyli miejscowości Korbielów Kamienna.

Dzień I

Pełni energii, uśmiechnięci i jeszcze w suchej odzieży, zaczęliśmy nasz marsz szlakiem w kierunku hali Miziowej. Początek trasy zapowiadał się na spokojny spacerek w pełnym słońcu oraz piękne widoki naszej polskiej złotej jesieni. Jednakże, jak to w górach bywa, nic nie jest tak jak człowiek sobie zaplanuje. Czar prysnął gdy ujrzeliśmy hałdy śniegu, które niestety trzeba było pokonać. Na widok schroniska i na myśl o wypiciu grzanego piwa zrobiło nam się cieplej na sercach. Niestety, był to pierwszy i szczerze mówiąc ostatni ciepły punkt na naszej trasie. Po odpoczynku i chwilowym wysuszeniu wyruszyłyśmy w pasjonującą jak i zgubną wędrówkę na Pilsk. Nie było nam dane iść większą grupa, gdyż pozostali wybrali wariant dla leniuchów. Brnąc w śniegu po kolana, nie widząc przetartego przed nami szlaku, szłyśmy uporczywie w przekonaniu, że kogoś spotkamy. Zdeterminowane i głodne odnalazłyśmy szlak prowadzący do pozostałych halniaków. Wraz z nimi zdobyłyśmy kolejno Szczawinę, Palenicę i Trzy Kopce. Z nadzieją w oczach i wodą w butach, wypatrywałyśmy schroniska na hali Rysianka. Nie ułatwiały nam tego znaki, których nikt nie był w stanie zauważyć przez silną mgłę. Omijając pierwsze ze schronisk i pozbawiając się możliwości skonsumowania czegokolwiek, wyruszyliśmy do właściwego schroniska, gdzie miałyśmy nocleg (hala Lipowska). Największą przyjemnością po dotarciu na miejsce było zdejmowanie przemoczonej odzieży. Wieczorem, jak tradycja nakazuje, rozbrzmiewały dźwięki gitary i wycie wybitnych halniackich śpiewaków.

Dzień II

Trasa specjalna

Do wyścigu stanęły 4 grupy składające się z 2-3 osób. Odstępy między startem poszczególnych grup wynosiły 15 minut. Ważnym punktem na trasie był szczyt Romanka (1357 m n.p.m. Droga do wyznaczonego celu dostarczyła nam wiele psikusów, z których największym było zgubienie szlaku już na samym początku wyścigu. W ferworze walki i pełnej rywalizacji i tak doszło do spotkania się wszystkich grup. Najzabawniejszą i najgłupszą drogę zejścia obrała grupa 2., która staczała się na szagę :-) Po parominutowym wspólnym marszu grupy się rozeszły. Trasa wyznaczona przez organizatorów nie była łatwa z powodu zalegającej warstwy błota. Pierwszy, dłuższy przystanek zrobiliśmy po 4 godzinach intensywnego marszu - na hali Boraczej. Z braku czasu kanapki spożywaliśmy przed schroniskiem. Dalsza trasa była równie błotnista i uciążliwie mglista. Mijając po drodze halę Radykalną, udaliśmy się w stronę schroniska młodzieżowego w Nickulinie, gdzie była meta. Tam zostałyśmy zaskoczone faktem, że byłyśmy drugie.

Trasa dla specjalnych

Po nocnych śpiewach obudziliśmy się skoro świt (godz. 9-10 ?), gdy trasa specjalna walczyła już z czasem i zmęczeniem. Wypadało się zebrać i wyruszyć przed południem. Tak też zrobiliśmy. Dostaliśmy ambitne i odpowiedzialne zadanie przyrodnicze - należało sfotografować i rozpoznać jak największą liczbę zwierzęcych odchodów. Znalazłam jedną :-) (dop. Hanna) Niestety, właściciel pozostał nierozpoznany. Trasa była „niesamowicie” wymagająca i wyczerpująca, gdyż prowadziła w dół w kierunku miejscowości Nickulina. Jeżdżąc na błocie jak na łyżwach dotarliśmy na miejsce po 3 godzinach(!!!).

Po przybyciu wszystkich tras (3-dniowej specjalnej i dla specjalnych, jak i 2-dniowej), wyzwaniem było znalezienie miejsca do spania przy tak ograniczonych możliwościach. Jednak organizatory są niezniszczalni i poradzili sobie ?!!!

Meta rozpoczęła się w granicach godziny 20.00. Sala była zbyt mała i nie wszystkim było dane znaleźć się w środku. Szczęśliwcy ściśnięci byli jak sardynki w puszce, ale nawet to nie popsuło dobrej zabawy. Jak to na mecie bywa, nastąpiło rozdanie nagród dla trasy specjalnej oraz przedstawienie zadania dla organizatorów. Jagoda, jako dzik uciekający przed myśliwym (Mateuszem), chowała się za plecami rozbawionego tłumu halniaków. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania i otrzymali upragnione blachy AKG. Zabawa trwała do późnej nocy przy dźwiękach gitary oraz znanych wszystkim przyśpiewkach. Na twarzach malował się uśmiech oraz błysk w oku po spożytych wcześniej napojach wyskokowych :-)

Dzień III

Po rannej pobudce niektórych spotkała miła niespodzianka, ponieważ nie pamiętali o zmianie czasu i mogli pospać godzinę dłużej. Organizatorzy zaś już z samego rana dostali ostatnie zadanie - doprowadzenie schroniska do stanu sprzed przyjazdu halniaków, co nie było łatwe zważywszy na fakt, że pomieszczenia wyglądały jakby przeszło przez nie tornado.

Powrót do domu był dwuwariantowy: ranny i popołudniowy. PKP jak zwykle dostarczyło nam emocji pod postacią uciekającego pociągu. I tak ci, którzy wybrali wariant popołudniowy, zamiast być w Poznaniu o 23.00, byli po godzinie 2. Pasażerowie rannego pociągu smacznie już spali - farciarze.

Rajd uważamy za dobrze zorganizowany, a organizatorom gratulujemy słusznie zapracowanej blachy.

Anna Knop
Hanna Łukaszewicz

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań