Relacje

Rajd „Sudety”
Masyw Śnieżnika/Kralicky Śnieżnik
11-13.04.2008

11.04.2008 (piątek)

Jak to zwykle bywa, tak i tym razem zebraliśmy się pod wirtualnym neonem „Kwiaty”, aby wyruszyć na w pełni rzeczywisty weekendowy rajd. Na szczęście Sudety to nie Ukraina i do Międzylesia jechaliśmy sensowną liczbę godzin, chociaż z mniej sensowną ilością przesiadek. Zostawienie biletu grupowego podczas jednej z nich możemy śmiało pominąć, bo przecież został na czas odzyskany ;)

Wyruszając z Międzylesia, podzieliliśmy się na dwie grupy, ok. 30 – osobową, której trasa wiodła z Jodłowa żółtym szlakiem do granicy, dalej zielonym na Halę pod Śnieżnikiem i czerwonym do Międzygórza, gdzie w schronisku o wdzięcznej nazwie „Stodoła” mieliśmy zarezerwowany nocleg. Nie wątpię, że podczas tej wędrówki wydarzyło się mnóstwo niezapomnianych przygód, jednakże pozwolę sobie o nich nie wspomnieć z racji tego, że w tym czasie wraz z pozostałą dziewiątką walczyliśmy z ambitnym pomysłem organizatorów, mianowicie z „trasą wytrzymałościową”. Dzieląc się na dwuosobowe drużyny staraliśmy się w jak najkrótszym czasie pokonać trasę z Podlesi (Czechy) przez Vojtiskov, Chatkę Babuse, Śnieżnik i Halę pod Śnieżnikiem do Międzygórza. Ciekawszym niż sama trasa okazał się dojazd do Podlesi, podróżowanie z policją, stopem z panami remontującymi drogę, autobusem, a nawet taksówką i ciągłe czasem świadome, a czasem nieświadome wyprzedzanie się nawzajem. I właśnie w związku z powyższym chyba najbardziej z tej całodziennej wędrówki zapadnie co poniektórym niespodziewany widok małych „dankowych” stóp odbitych w śniegu, który pojawił się po 5 godzinach marszu. Inni pewnie będą „mile” wspominać podejście w metrowym śniegu do słonia, którego widok w tym rejonie co ciekawe nie był winą halucynacji :) A jeszcze inni ponowne spotkanie i odświeżenie znajomości z Chatką Babuse :)

Kiedy już wszyscy (no prawie) dotarli do Stodoły był czas na odpoczynek, ognisko i jak to zwykle bywa opowieści z trasy.

12.04.2008 (sobota)

Po wielu opowieściach, zdjęciach i szklaneczkach podziękowaliśmy gospodarzom (notabene przemiłym) za nocleg i wyruszyliśmy na spotkanie z grupą dwudniową, która miała jeszcze „mniej” przesiadek, na które mogła narzekać? Sobotnia trasa wiodła z Międzygórza na Igliczną, a stamtąd jak to Romuś ładnie określił „kameralnym” szlakiem przez Jaworową Kopę na Śnieżnik i dalej w zależności od chęci oglądania zamglonych widoków dłuższą bądź krótszą drogą do Kletna, gdzie w schronisku „Janowa Chata” miała odbyć się meta.

Warunki w schronisku były bardzo przystępne, cena trochę mniej, ale fakt że trzeba było odkręcać zimną wodę pod prysznicem wynagradzał wszystko ;) Z pomocą gospodarza udało się zorganizować zapas piwa, niestety organizator wykazał się średnim gustem albo po prostu odmiennym od większości - więc nauczka na przyszłość: „Nie każdy musi lubić Stronga”. Poza tym kiedy przez telefon słyszymy, że sala jest „duża”, może czasem warto zapytać o metraż, bo to że schronisko ma 40 łóżek nie znaczy, że Halny nie przywiezie 90 osób :)

Myślę, że metę można uznać za udaną, wspomnienia po Czarnej Kupie, sprawdzaniu trzeźwości woźnicy, różowych scyzorykach i wielu innych rzeczach na pewno pozostaną. W tym miejscu ogromne podziękowania należą się Dominikowi, który w zastępstwie organizatora bardziej zajętego sprzedażą piwa i ściąganiem długów prowadził wspólnie z Natalią całą metę, a robił to w sposób swobodnie mogę powiedzieć profesjonalny. Konkurs dla organizatorów dowiódł, że pakowanie się na rajd też jest sztuką i do tej pory jestem pełen podziwu dla Natalii, która stała idealnie spakowana w czasie, gdy ja skrzętnie chowałem do plecaka pokrowiec na gitarę.

Po oficjalnej części mety znalazł się jeszcze czas na kolejne ognisko, kiełbaski i długie śpiewy przy gitarze.

13.04.2008 (niedziela)

Od samego rana Natalia organizowała wycieczki do Jaskini Niedźwiedzia (której nawiasem mówiąc odkrywcą był nasz gospodarz), a oczekujący na swoją kolej mieli czas na śniadanko i ostatnie porządki. Około 11 ostatecznie opuściliśmy Janową Chatę i w towarzystwie pięknej pogody powędrowaliśmy różnymi trasami do Siennej, skąd miały nas zabrać autobusy.

Opłaciło się przejście przez Czarną Górę, skąd widoki były rewelacyjne. Wynagradzały nawet uczucie wątpliwej przyjemności wspinania się czarną trasą narciarską. Dziękujemy osobom machającym z wyciągu za uświadomienie, że takowy tam funkcjonuje ;)

Autobusy odtransportowały nas do Kłodzka, skąd korzystając z usług naszego cudownego PKP wracaliśmy już niestety do Poznania. Podróż upłynęła dość szybko pod znakiem głównie kalamburów i wymyślnych haseł, jak chociażby: „Poszukiwacze zaginionej szparki”. Gonienie pociągu taksówką przez kilka zagubionych owieczek, które zasiedziały się w pizzerii powinienem chyba przemilczeć :)

Jakub Wolski

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań