Relacje

Rajd „Śnieżny”
Góry Sowie
05-07.12.2008

Relacja z trasy 3 -dniowej

Dzień 1.

Rajd Śnieżny zaczął się tradycyjnie: grudzień, środek nocy, nieistniejący neon „Kwiaty”, plecaki porozrzucane po dworcu kolejowym i oczywiście my – Dzielni Halniacy z jednym psem. Uśmiechy, powitania, wybuchy śmiechów znaczyły o tym, że nikt nie zapomniał wziąć ze sobą dobrego humoru. Najmilej witani byli oczywiście organizatorzy – Tomek i Piotrek, z biletami, znaczkami i planami na te 3 dni.

No i ruszyliśmy - prosto z peronu 5. I tu nie było już jak zwykle…pociąg był jakoś dziwnie pusty. My jednak mimo to, siedzieliśmy się w 6 w przedziale. Ale najważniejsze było przecież dobre towarzystwo… Do Wałbrzycha dojechaliśmy rano. Tu mieliśmy do wyboru, albo iść krótszą trasą prosto z dworca, albo dłuższą podjeżdżając kawałek autokarem. Nas i jeszcze wiele innych osób skusiła podróż tym ciepłym busem. Jednak i ta jazda kiedyś się skończyła…

No i ruszyliśmy w góry. Zaczęło się ostro pod górę, ale daliśmy radę. Po kilku godzinach chodzenia spotkaliśmy przemiłego pana, który stwierdził, że 16 osób z plecakami bez problemu pomieści się w wozie do wożenia drewna. Było ciasno. Stamtąd planowo mieliśmy tylko 3h do schroniska Sowa. Ale zgubił nam się szlak i dotarliśmy do chaty bardzo późno.

Dzień 2.

To był dzień, na który czekaliśmy. TRASA ROBINSONA. Podzieleni na 2-osobowe drużyny wyruszyliśmy na poszukiwania skarbu Kapitana Sowy. Od Tomka dostaliśmy pierwsze wskazówki. Szybko przeczytaliśmy pierwsze fragmenty z dzienniczka Kapitana, której jasno wskazywały na Wielką Sowę. Kuba i Łukasz szybko zostawili wszystkich w tyle. Następnym punktem trasy była stara kopalnia srebra. Tam na drzewie wisiały kolejne zadania. Jednym z nich było zrobienie zdjęcia kamiennemu olbrzymowi. Na trasie było wiele białych kamieni i każdy wart sfotografowania ? Po drodze spotkaliśmy starą babcię, bardzo podobną do Piotrka (może było jakieś pokrewieństwo). Miała dla drużyn pewne wskazówki. Przy pomocy okolicznych mieszkańców udało nam się znaleźć, oczywiście nie bez problemów, sztolnię, kapliczkę, siłownię :DDD, kopalnię i inne takie. Już bardzo późno natrafiliśmy na Kapitana Sowę (twarz jakby znajoma…), którego pytania sprawiły nam nie lada problemy. Ale, z pomocą samego Kapitana, daliśmy radę. Zwycięzcy – Maja i Michał - odgadli wszystkie zagadki i wygrali nagrody sponsorowane przez sklep Robinson. W „Zygmuntówce” odbyła się meta i do późnych godzin rannych trwały śpiewy przy gitarze.

Pozdrowienia dla wszystkich życzliwych kierowców, którzy na niektórych odcinkach wozili nas tam i z powrotem oraz pomagali rozwiązywać zagadki.

Dzień 3.

Pobudka o 8, jajca na śniadanie i w góry. Mimo, że organizatorzy myśleli, że ktoś będzie chciał zobaczyć twierdzę w Srebrnej Górze i tam zaplanowali spotkanie, większość Halniaków zebrała się w okolicznej karczmie i nie było mowy, żeby stamtąd pójść na zbiórkę. Po telefonie do Piotrka i Tomka, autokar zajechał pod same drzwi. Do Poznania wróciliśmy już niestety bez Babci i Kapitana Sowy. Przynamniej będzie jeszcze pretekst, żeby zawitać ponownie w Góry Sowie.

Magda i Monika

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań