Relacje

Rajd „Październikowy”
Pieniny
17-19.10.2008

Dzień 1.

17 października 2008 roku w Poznaniu słońce zaszło wyjątkowo wcześniej - a właściwie zostało przykryte ciemnymi chmurami. Nieustraszeni tym faktem Halniacy z rozpromienionymi twarzami spotkali się dworcu głównym PKP - w miejscu znanym tylko z legend… Tym razem zbiórka różniła się nieco od tych poprzednich. Nasza ojczysta mowa została totalnie zagłuszona przez Portugalczyków, Hiszpanów, Turków i jednego Greka – w sumie 17 Halniaków z Południa.

Do Nowego Targu wyruszyliśmy równo o godzinie 23:40 – pociągiem w którym miejsc nie było. Wyspani i zrelaksowani stanęliśmy o godzinie 10:52 na dworcu w Nowym Targu, skąd zabrał nas autokar. Po 20 min musieliśmy jednak tam wrócić po jeszcze dwie zagubione duszyczki – Gosię i Marysię.

Nie wszyscy wiedzieli, gdzie rozpoczną swoją wędrówkę. Prawie 20 osobowa grupa śmiałków, która wyraziła chęć wzięcia udziału w Trasie Taternika wysiadła w pewnej tajemniczej, nikomu nie znanej wiosce – no może tylko kierowca wiedział, gdzie się zatrzymać. Jedynymi wskazówkami, które miały wyznaczyć im trasę przejścia były zdjęcia pewnych charakterystycznych dla Pienin miejsc. Chociaż z założenia miała być to trasa wytrzymałościowa Natalia i Łukasz poradzili sobie z nią doskonale i przybyli do schroniska Orlica ok. godz. 17, wprawiając w osłupienie organizatorkę, która planowała ich przyjście na 22… Tym sposobem bezapelacyjnie zdobyli pierwsze miejsce w wyścigu. Zamiast nagrody, fanfar i oklasków musieli zająć się organizacją noclegów w schronisku, ponieważ Monika wraz z dużą grupą Erasmusów oraz kilkoma rodzimymi Halniakami właśnie gubiła czerwony szlak. Później gubiła go jeszcze kilkakrotnie. Gdy zjadaliśmy ostatnie tabliczki czekolady, minęła nas jeszcze 5 osobowa drużyna Taternika, która już po zachodzie słońca robiła ostatnie zdjęcia. Po dotarciu do Orlicy grupa Południowców pod czujnym okiem Magdy, Natalii i Łukasza udała się do Szczawnicy na ciepły posiłek. Natomiast reszta zgromadziła się w jadalni, aby omówić wszystko, co było do omówienia…

Dzień 2.

Grupa 2-dniowa licząca 18 a może nawet 20 osób (o to najlepiej zapytać się doskonale w tym temacie zorientowaną organizatorkę Magdę) dotarła na miejsce w podobnie kulturalny sposób jak grupa 3-dniowa. No może tylko dzień później. Wszyscy razem wyruszyli w góry, aby zdobyć Trzy Korony, Sokolicę i Czertezik. Na szlaku doszło do spotkania grupy Trzydniowej z Dwudniową… Na szczęście obie grupy były bardzo przyjaźnie nastawione(!) i nie doszło do potyczki. Tylko niektórzy nie wiedzieli za którą organizatorką mają dalej podążać… Rozwiało to wszelkie wątpliwości jakoby jedna osoba organizowała Rajd Październikowy!

Po długim, słonecznym dniu w górach wszyscy odnaleźli upragnioną, wyśnioną, ciepłą i bardzo przytulną Bacówkę Pod Bereśnikiem. Halniacy zostali bardzo gościnnie przyjęci, nakarmieni przez Remika - szefa bacówki, który nie miał wątpliwości (podobnie jak my), że 78 osób zmieści się na 32 łóżkach. I miał rację. Jadalnia była i tak dziwnie pusta.

Meta zaczęła się ok. godziny 21 przy dźwiękach La Bamby, która porwała wszystkich a najbardziej Południowców. Szymon i Marcin – nasi panowie od muzyki starali się nawet nauczyć Erasmusów chociaż refrenów polskich piosenek i myślę, że dali radę. Konkursy przebiegały swoim powolnym rytmem, i nic nie zapowiadało, że zdarzy się jeszcze coś niezwykłego… Wtedy zupełnie nieoczekiwanie w najbardziej prestiżowym konkursie, do którego niektórzy przygotowują się całymi latami - konkursie krajoznawczym, wziął udział Hiszpan. Wziął udział i WYGRAŁ!!! Po tym wydarzeniu nastąpiła euforia (szczególnie wśród Południowców). A gdy już wszyscy doszli do siebie zaczęły się śpiewy przy gitarze, rozmowy o górach, łąkach i lasach, co jakiś czas dosiadał się do nas Remik i opowiadał ciekawe historię, paliło się ognisko. I to wszystko trwało do samego rana.

Dzień 3.

Wyjazd z tego pięknego miejsca był tak smutny, że nie warto o tym mówić.

Monika Grobelna

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań