Relacje

Rajd „Na Przekór”
Malá Fatra, Słowacja
07-11.11.2008

Relacja z trasy „Przesunąć Horyzont”

Decyzję o wybraniu się na trasę wyścigową

sponsorowaną przez sklep HORYZONT podjęłam jako stworzenie lubiące wyzwania bardzo szybko. Sam wyścig odbywał się ostatniego dnia rajdu, więc dni poprzedzające wykorzystywaliśmy na wprawianie się w bojowy nastrój i treningi. Długo nie mogliśmy się porozumieć co do składu zespołów; ostatecznie będąca w mniejszości płeć losowała partnerów. W ten sposób stworzyłam osobliwy duet z ponad pół metra większym ode mnie Grześkiem. Zaraz po rozlosowaniu zespołów zaczęły się analiza trasy i zabiegi taktyczne. Ile głów, tyle pomysłów na zwycięstwo: począwszy od przerzucenia zawartości kobiecych plecaków na silniejsze męskie plecy, skończywszy na żartobliwych planach sabotażu. My ograniczyliśmy się do ustalenia, iż Grzesiek jest lepszy na podejściach, za to wolniej i rozważniej schodzi na dół. Dlatego postanowiliśmy, iż nie będzie czekał, a ja go jakoś dogonię.

Poszczególne zespoły startowały

z Chaty pod Suchym co 15 minut. Jako że motto trasy wyścigowej brzmiało „przesunąć horyzont”, to i sam wyścig prowadził ambitnie przez najwyższe szczyty Małej Fatry. Zaczynaliśmy od wdrapania się na Suchy (1467m). Czerwony szlak prowadził nas kolejno przez Stratenec (1512m), Malý Kriváň (1671m), Pekelnik (1609), Velký Kriváň (1709m), Chleb (1645m) oraz Stoh (1607m). Po szybkim przepakowaniu śpiwora z mojego plecaka na plecak Grześka okazało się, iż nasza taktyka zdaje egzamin. Trasa wiodła przez bardzo urozmaicony teren: podejście i zejście z Suchego zawierało nawet elementy wspinaczki. Wędrowaliśmy lasami i halami, na odkrytym terenie zmagając się ze spychającym nas ze szlaku wiatrem. Ale ostatecznie nikt nie powiedział, że „przesuwanie horyzontu” będzie łatwe. W drodze na Poludniovy grun natrafiliśmy na okno pogodowe i przez moment cieszyliśmy się pięknymi widokami i słońcem. Wtedy jednak nie wiedzieliśmy, że najtrudniejszy etap trasy dopiero przed nami. Po zbiegnięciu na Stohove sedno (1230m) czekało nas żmudne podejście na Stoh (1607m). Szczyt krył się we mgle, więc nie znaliśmy odpowiedzi na nurtujące nas „daleko jeszcze?”. Przy analizowaniu trasy dnia poprzedniego Stoh jakoś nie zwrócił mojej uwagi. W dodatku miałam dziwne wrażenie, że pomyliliśmy drogę i trzeba było iść żółtym szlakiem prowadzącym wokół góry i szybszym o 45 minut. Na Stoh wdrapaliśmy się prawdopodobnie zgodnie z czasówką. Droga pod górkę dłużyła się jak rzadko, zejście (moje zbieganie) połączone zostało z błotoślizgiem (w końcu wyglądam jak na rajd przystało ;)) a mój kryzys zażegnany na pierwszych metrach drogi w dół. Szybko dotarliśmy na sedno Medziholie, gdzie spotkaliśmy duet startujący przed nami. Zielonym szlakiem rozpoczęliśmy żwawy marsz w kierunku Stefanova, spotykając po drodze twarze znane i nieznane i wypytując, kiedy widzieli „tych przed nami” ;). Od jakiegoś czasu wydawało nam się, że meta jest już niedaleko, więc rezygnowaliśmy z przerw na regenerację sił. Od Stefanowa do mety w Chacie Vratnej szliśmy w połączonym składzie dwóch drużyn. Trasa ze Stefanowa do Chaty na Gruni wyglądała wyglądała na mapie jakoś niepozornie, ale ostatecznie kolejne ponad 360 metrowe podejście potrafi zmęczyć. Z górką uporaliśmy się szybciej, niż czasówka na mapie przewiduje. Dotarliśmy na polanę z Chatą na Gruni. W górze widoczny był jakiś budynek, który potraktowałam mylnie jako Chatę Vratną, czyli naszą metę. Zamiar „przesunięcia horyzontu” zobowiązuje, ale bez przesady: bardzo się ucieszyłam, gdy okazało się że żółty szlak wiedzie usłaną liśćmi, leśną, płaską ścieżką do mety.

Na mecie wypatrywał nas

organizator i „budowniczy trasy” Łukasz. Niby po drodze ktoś coś mówił o wypomnieniu mu poprowadzenia trasy przez skałki i „wystawienia nas na wiatr”, ale ostatecznie zapomnieliśmy ;).

Podsumowując:

trasa wyścigowa to w sumie około 25,5 km, suma podejść prawie 2000m i najlepszy czas - 8h 15 minut (wyceniane przez mapę na 10h). Mimo żarliwych deklaracji, że to „tylko zabawa” sporo adrenaliny oraz ciekawa i wymagająca rywalizacja. Na koniec więc podziękowania dla współrajdowiczów za niepowtarzalną atmosfery, dla organizatora wiadomo za co, i dla naszego sponsora, sklepu HORYZONT, za nagrody, które w znacznej mierze zmotywowały nas do podjęcia wyzwania i przyczyniły się do stworzenia wspaniałej atmosfery sportowej rywalizacji.

Sabina Giełzak

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań