Relacje

Rajd „Challenge”
Beskid Sądecki
22-24.02.2008

21.02.2008 Czwartek

O godzinie 20:00 pod nieistniejącym już neonem „Kwiaty” zebrała się dziewięcioosobowa grupa halniaków: Ola, Kuba, Witek, Emilia, Magda, Piotrek, Kasia, Marysia, Szymon z jego kobietą - gitarą. Na kilka sekund przed gwizdkiem konduktora sygnalizującego odjazd pociągu dołączyła do nich dziesiąta osóbka o imieniu Marta. Grając i śpiewając dojechali do stacji Wrocław Mikołajów gdzie wsiadł kolejny tajemniczy jegomość Michu. Wysiadłwszy w Chabówce - dziwnej miejscowości, która w nocy pisze się "Habówka", co wskazuje dworcowy neon - długo nie czekali na kolejny środek transportu. Bus zawiózł śpiącą grupkę do Łącka.

Pierwszy sklep spożywczy zaoferował im to, czego chcieli szukać w Łącku;). Wyjście z Łącka skomplikowała nieco niechęć znalezienia żółtego szlaku, ale po kilku minutach przejścia bocznymi drogami trafili na właściwą ścieżkę. Beztrosko idąc doszli do brzegu Dunajca, a spoglądając dalej zauważono łódkę przy brzegu z drugiej strony. Na pomoc przyszedł im dzielny górski marynarz oferując przeprawę wspomnianą wcześniej łodzią. Początek wędrówki, rozkojarzenie czy też bezsenna noc spowodowała niewytłumaczalne zgubienie szlaku przez trzech uczestników rajdu, w tym... przewodnika :). Spotkali się jednak szczęśliwie po krótkim czasie.

Idąc wyżej szlaki był coraz bardziej zaśnieżone, jednkże pogoda była lepsza niż podczas niejednego rajdu majowego. Żółty szlak skrzyżował się z czerwonym w okolicy szczytu Dzwonkówka, więc od tamtego momentu halniacy obrali kierunek na Przehybę. Wkrótce jednak nastały ciemności... Niezłomni dotarli do miejsca noclegowego. Zająwszy pół jadalni rozłożyli swoje legowiska. Nocny wiatr przerwał im spokojny sen... Brzdęk szyby, huk... Okno się otwarło zrzucając przy tym z parapetu kwiat w dużej donicy. Podczas próby zamknięcia okna jednemu z walczących z żywiołem klamka została w dłoni. Odpowiednie zabiegi maskujące pozwoliły grupie na spokojnie opuszczenie Przehyby.

23.02.2008 Sobota

Policzywszy straty z poprzedniego dnia dokonano podziału na dwie grupy. Szymon i Emilia poszli czerwonym szlakiem graniowym przez Radziejową w kierunku Niemcowej, natomiast reszta grupy udała się niebieskim szlakiem do Szczawnicy.

Dzieje wiekszej grupy były opisującemu lepiej znane, więc zostały opisane: Po dojściu do sklepu spożywczego i zaopatrzeniu się, grupa pożegnała jedną uczestniczkę, która zapewne wolała wystąpić w tej relacji anonimowo. Schowali się w wiacie przystanku pks-u czatując na autostop. Po czasie niepowodzenia znaleźli przy pobliskim domu kartony, które pomogły w stworzeniu etykiety „Księżyc”. Pomimo, że żaden z kierowców przypuszczalnie nie udawał się na Księżyc, szybko złapano autostop. Wszyscy mogli być zadowoleni oprócz właściciela domu, spod którego zabrano karton.

Przemieściwszy się autostopem na Jaworek weszli na żółty szlak w Małych Pieninach i minąwszy kilka skałek podeszli wzdłuż granicy pod Obidzę... Dokonano kolejnego podziału grupy: Część poszła Przez Wielki Rogacz gubiąc szlak, część zeszła do Suchej Doliny przechodząc koszmarnie zlodzoną drogą bez oznaczeń. Dla obu grup Cel był ten sam - Chata pod Niemcową. Wszyscy zjawili się w tym samym czasie, w nagrzanej izbie. Niezapomniane wrażenia przyniósł wieczór z oprawą muzyczną. Nawiązując do jednej z śpiewanych piosenek cytat: „i tak skończymy o świcie” oddaje wspaniały klimat zabawy. Zespół w składzie:

  • Szymon - gitara lub harmonijka,
  • Marysia - harmonijka lub gitara,
  • Witek - gwizd lub fałszowanie,
  • reszta - śpiew.


Następnego dnia dwóch ludków skoczyło na Radziejową, reszta zeszła szlakiem czerwonym do Rytra. Z Radziejowej wspomniana ów dwójka udała się rogasiowym szlakiem do doliny Roztoki. Rogasia nie spotkali, jednakże jakieś ślady raciczek ich bezpiecznie przeprowadziły przez nieprzetarte śniegi. Minąwszy paśnik Rogasia przeprawili się przez strumyk i dotarli do miejsca spotkania... ruin ryterskiego zamku. Gitara zabrzmiała ponownie...

„Daje krzepę, krasi lica, nasza łącka śliwowica”

Witek Lisiecki

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań