Relacje

Rajd „Sudety”
Czeski Raj, Czechy
15-17.04.2005

Śladami zbójnika Rumcajsa

Tuż przed Wrocławiem jak zwykle obudził mnie dudniący (jak zawsze) most na Odrze. POtem jeszcze chwila na drożdzówki (zwane w tym mieście - nie widzieć czemu - słodkimi bułkami) i po chwili znów byliśmy na pokładzie wehikułu spod znaku PKP, jadąc do Jeleniej Góry. W Wałbrzychu do wagonu wtarabaniło się dwóch panów w mundurkach z napisem „Dzielnicowy” - jechali przez dobre 25-30 minut. W Wałbrzychu to muszą mieć dużą dzielnice.....

Z małym poślizgiem dotarliśmy do Jeleniej, przesiadka na autokar, który miał dowieźć nas do Turnova. W autobusie ekipa słodziutko posnęła, aż było mi żal ich budzić, gdy dojechaliśmy do granicy. Przekroczenie zajęło nam (zgodnie z normą UE nr 5607-XCG-17/04/7632-TTY) kilka chwil, potem niekończące się remonty czeskich szos i krótko przed 12:00 byliśmy już w Turnovie.

Tu nastąpił podział - mała grupka pod wodzą Radka pojechała zaraz motorovym osobnym vlakom kawałek dalej, by eksplorować Prihrazske Skaly, podczas gdy większość poszła w kierunku Hruboskalska, wcześniej - rzecz jasna - napełniwszy plecaki (a niektórzy też żołądki) wyrobami czeskiej kuchni w formie stałej, ale też i płynnej.

Na Hruboskalsku - oprócz wielu typowych dla regionu zjawisk w stylu skałek, wychodni, punktów widokowych itp., nastąpiła uroczystość zaślubin Piotrka z Marianem. Cóż, widać, że przyjmujemy różne unijne zwyczaje... Po drodze obejrzeliśmy też dwa zamki : Valdštejn i Hrubá Skála. Na trzeci - Trosky, będący nieoficjalnym symbolem Czeskiego Raju - zabrakło już czasu :( Będzie po co wracać...

Na noclegu byliśmy stosunkowo późno, bo dopiero po 20:00. Zakwaterowanie poszło sprawnie, gorzej było z myciem, gdyż ciepła woda skończyła się po ok. 10 osobach. Czyli pozostała dwudziestka badała własną wytrzymałość na wodę o temperaturze zbliżonej do tej spod zimowego K2.

Kolejny dzień - a była to sobota - wstał ciepły i słoneczny. Rankiem szybkie teleportowanie się na nadrazi i wsiedliśmy do vlaka, który dowoził nas (zależnie od wybranego na ten dzień wariantu) do Turnova lub trochę bliżej, lub trochę dalej. Nasza gromadka w liczbie kilkunastu chodziła tego dnia po skalnym mieście zwanym „Maloskalsko”. Widoki powalały, górki niby niziutkie (w porywach 700 m npm), ale urozmaicenie terenu i jego fotogeniczność... wow, wow, wow !!! Na koniec dnia, pomimo iście wiosenno-letniej pogody, skały zafundowały nam niemałe płaty śniegu !!! Niestety zbyt mało, by ulepić sobie Leppe... bałwana :)

Tym razem byliśmy sprytniejsi od przeciętnego misia i na miejsce noclegu w Jinolicach dotarliśmy jak najprędzej (co jednak nie przeszkodziło w konsumpcji smażonego syra), aby załapać się na ciepłą wodę. Tym razem miała ona powyżej zera stopni. A na koniec wieczoru - meta. Coś, czego się opisać dokładnie nie da, zatem zapraszam do galerii. Na początek, by zintegrować drużyny (na które podzielono całą gromadkę) był konkurs na przebranie się za patronów: mieliśmy zatem drużynę Rumcajsów (a tym samym i rzeczonego), Hanek, Cypisków i Krecików - na szczęście ten prawdziwy nie chodzi 24h w czarnym śpiworze.... Potem było jeszcze bardziej emocjonująco... Zresztą oceńcie sami !!

W niedzielę podzieliliśmy się (jak najbardziej dobrowolnie) znów na kilka grupek. Niektórzy odwiedzali kolejne skalne mesta, nasza grupka (w liczbie znów kilkunastu) postanowiła zwiedzić okolicę - Jicin, znany chyba wszystkim z bajki o dobrym Rumcajsie (+ rodzinka) i złym Księciu Panu oraz Hradec Králové - nieznane chyba większości polskich turystów zmierzających masowo do Pragi - pełne niesamowicie bogatej secesji, z piękną gotycką katedrą oraz - co ciekawe - z łemkowską cerkiewką przeniesioną tu wprost ze wschodniej Słowacji.

Popołudnie to już tylko (albo aż) podróż niezliczonymi vlakami w kierunku Polski, na koniec cośkolwiek zdziwiona mina panów pograniczników, kiedy zobaczyli mały czeski wagonik pełny turystów ze zwisającymi złowróżbnie paskami od plecaków i kiedy próbowali na naszej gromadzie przeprowadzić kontrolę graniczną...

I suma sumarum w środku nocy (1:30) byliśmy znów na nizinach.

Do kolejnego rajdu !!!

Rafał Jankowiak

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań