Relacje

Rajd „W Nieznane”
Kraina Chmielu(a) i Wikliny
12-13.06.2004

Tym razem relacja będzie miała nietypowy charakter.

Zamiast opisu kto, z kim, którędy i dlaczego, zamieszczamy twórczość (tfurczość) poetycką (i śpiewaczą) drużyn biorących udział w Rajdzie „W Nieznane” 2004.

Zadanie było następujące:

ułożyć na wzór Tuwimowskiej „Lokomotywy” (w końcu z Nowego Tomyśla do Wolsztyna tak daleko nie jest) wierszyk o wdzięcznym tytule "Piwokotywa”.

Na początek

oddajmy głos zwycięskiej „Drużynie A” pod wodzą Piotrka Gąbki:

	Stoją w ogródku beczułki piwa,
	A przy nich Prezes lekko się kiwa.
	Kufli stawili przed nim czterdzieści,
	Jak wiele piwa do nich się zmieści?
	Ilu dostawców i hurtowników?
	Pęcherz już pełen - przerwa na siku.

	I gdyby przyszło Halniaków tysiąc,
	To wszystkim obecnym tu mógłbym przysiąc,
	Wypiliby piwa kufli bez liku.
	No i co teraz? Przerwa na siku.

	Pierwszy jest Żywiec, a potem Tyskie
	Trudno wymienić gatunki wszystkie
	Jest też i Tatra - piwo zbójników
	A po nim co? Biegiem na siku.
	

W tym miejscu

zwycięska drużyna dodała też wersję hardcore'ową:

	A teraz wiecie, Panowie, Panie
	Że znowu będzie przerwa na szczanie.
	

A teraz poczytajmy

jakiż to wiersz spłodziła ekipa „Emerytów” pod wodzą Michała Murasa:

	Stoi za barem dziewka barczysta,
	Szoruje i czyści kufle do czysta,
	Pot z niej tryska.

	Przychodzi Chmielu z uśmiechem na twarzy,
	A ona dla niego piwo wnet warzy,
	Na kasy stojąc straży.

	Kufel jeden, drugi, trzeci,
	Jakże miło czas tu leci,
	W knajpie tej u Pani Mieci,
	Czwarty, piąty, co jest grane,
	Dziś miał być wszak Rajd w Nieznane.
	Nie wyrobię się z programem.

	Nóżki miękkie, głowa ciężka,
	Chyba z rajdu wyjdzie klęska
	Lec pod stołem wszak rzecz męska.
	

Tutaj znaleźć się powinna

„Piwokotywa” w wykonaniu „Ostatniej Jamniczej Łapy”:

	Stoi na rynku piwokotywa,
	Wielka, ciemiężna i pot z niej spływa - piana prawdziwa.
	Najpierw powoli, jak żubr ociężale,
	Ruszyła piwiarnia do pracy ospale.
	Stuknęły się kufle, za barem się zwarły,
	By chłopców ucieszyć, na stoły dotarły.

	Nagle buch - kufle w ruch,
	A co to? A co to? A co to tak grzmi?
	Do taktu, do taktu, bekamy wciąż my.

	I choćby z nas każdy zjadł tysiąc kotletów,
	I siły mial wielkie jak tysiąc atletów,
	I każdy nie wiem jak się wytężał,
	I tak pod stół padnie, taki to ciężar.
	

A na koniec

(last, but not least) posłuchajmy (kto chce, może sobie zaśpiewać) piosenkę RwN-owską stworzoną przez właśnie tę drużynę:

(na melodię „Stokrotka rosła polna”)

	Odważnych szła nas piątka,
	Co chciała zebrać chmiel.
	Z wikliny upleść koszyk -
	To był nasz szczytny cel.

	Początek był wspaniały,
	I wszystko szło jak trza.
	W humorach doskonałych,
	Wyruszyliśmy w dal.

	Wtem dziwak się pojawił,
	I dawał tysiąc rad.
	Tytułów sto tysięcy,
	Od sławnych ludzi skradł.

	Po kilku kilometrach,
	Gach nam humory zjadł,
	Drużynie mina zrzedła,
	Z facetem coś nie tak.

	Wiec zamiast pleść wiklinę,
	Knuliśmy intryg sto.
	Jak pozbyć się dziadyny,
	Co z nami szedł krok w krok.

	I chmiel nam figle płatał,
	Bo w puszkach schował się.
	Z jęczmieniem się pobratał,
	I w piwo zmienił się.

	By miodu trochę złapać,
	I zdobyć punkt choć tu.
	Pukają do skansenu,
	Nasz jeden z drugim zuch.

	Choć dobre chęci mieli,
	Bolesny nadszedł czas.
	Kierownik taki gapa,
	Ze w ule wlazł po pas.

	Wracamy więc do domu,
	podróży nadszedł kres.
	Miast chmielu i wikliny,
	są oczy pełne łez.
	

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań