Relacje

Rajd „Ten Trzeci”
Góry Bialskie
30.04-03.05.2003

Relacja z trasy bialskiej

Zaczęło się, jak nie trudno się domyśleć, pod wysłużonym, dawno wygasłym neonem „KWIATY”. Roześmiane mordy kolegów, uśmiechnięte twarzyczki koleżanek i stos plecaków. Po kilku chwilach zajęliśmy sobie wygodne miejsca stojące w wehikule Polskich Kolei Państwowych, który postukując radośnie, wiózł nas na spotkanie z górami. Naszym celem było Stronie Śląskie. Tu rozdzieliliśmy się na dwie trasy - pożegnaliśmy „Śnieżnicką drużynę trekingową” J i dziarskim krokiem ruszyliśmy na Przełęcz Dział. Cisza, spokój, ładna majowa pogoda. Po drodze spotykamy nielicznych turystów i od czasu do czasu robimy sobie rozleniwiające przerwy na „małe co nieco”. Z przełęczy ruszamy na Czernicę. Ze szczytu rozciąga się ciekawy widok na Góry Bialskie, śnieżnik i północną część Kotliny Kłodzkiej. Dalej wędrujemy w kierunku Przełęczy Staromorawskiej i przez Młyńsko zmierzamy do Kletna na nocleg. Robi się późno, a my mamy już w nogach całkiem sporo kilometrów i wszystkim kończą się zapasy energii. Nie pomagają nawet daktyle, ani rezerwy zostawionej na wieczór miętowej herbaty. Dopiero widok „Sądejówki” (i wizja bliskości wygodnego łóżka) daje nam zastrzyk mocy, która ciągnie nas jeszcze... dalej... i dalej... do miejscowej knajpy na piwo J. Miły właściciel „Sądejówki” ofiarowuje się nawet i po drodze przywozi nam rowerem prowiant. W kominku nie chce nam się już rozpalać, ale na przytulnym poddaszu gawędzimy jeszcze do późna popijając Calsberga i przeglądając całkiem sporą biblioteczkę książek górskich.

Następnego dnia od rana mamy fantastyczną pogodę. Przechodzimy ścieżką do Bolesławowa, aby dalej przez Sadzonki dostać się na Śnieżnik Tuż za Bolesławowem - zaskoczenie: przy szlaku trafiamy na porośnięte mchem, stare rzeźby z piaskowca. Biblijne postacie prawdopodobnie przedstawiają scenę modlitwy w ogrójcu. Miejsce sprawia wrażenie zapomnianego przez ludzi i na dłuższą chwilę urzeka nas swoją atmosferą. Dziarsko wchodzimy na Śnieżnik, dziwnym zrządzeniem losu, końcówkę trasy robiąc po czeskiej stronie (mea culpa - nie zauważyłem odbicia naszego szlaku). Nagle aż przystajemy ze zdumienia - przed nami stoi słoń. Halucynacje ze zmęczenia odpadają, zupy chmielowej nie spożywaliśmy, ale słoń bez wątpienia stoi i jednym okiem łypie na nas, a drugim na góry. Zwierzę jest rzeźbą stojącą przed nieistniejącym już schroniskiem księcia Lichtensteina, wygląda bardzo oryginalnie i potrafi nieźle zaskoczyć niespodziewającego się jego widoku turystę. Ze Śnieżnika schodzimy do Międzygórza i zajadamy się lodami czekoladowymi. Już po ciemku wspinamy się na Igliczną, aby przenocować w schronisku „Maria Śnieżna”. Przez chwilę zatrzymujemy się jeszcze na szczycie przy sanktuarium i podziwiamy nocną panoramę Kotliny Kłodzkiej w świetle błyskawic zbliżającej się burzy. W schronisku spotykamy grupę studentek z Wrocławia. Lubią śpiewać, ale nie mają gitary. A my mamy i gitarę i gitarzystę Michała, który szybko i skutecznie „integruje” obie grupy. Śpiewy i dyskusje przeciągają się prawie do rana. Rano natomiast przeciąga się trochę w stronę południa, bo za oknem leje i jakoś nikomu nie spieszy się z wyjściem. W końcu postanawiamy zejść do Międzygórza i do Lądka Zdroju pojechać PKSem. Koło południa przestaje padać. Zostawiamy więc plecaki w naszej „metowej” podstawówce i ruszamy na zwiedzanie Lądka i jego okolicznych skałek. Bardzo podoba nam się Lądecki rynek, pijalnia wody i mały most przypominający trochę klimatem Most Karola w Pradze. Do wieczora myszkujemy po szlakach spacerowych pośród okolicznych skałek przyglądając się poczynaniom wspinaczy. W końcu wracamy na „metę” i zasłużony odpoczynek na wygodnym materacu.

Relacjopisarz amator Karol Hojczyk

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań