Relacje

Rajd „Śnieżny”
Karkonosze
07-09.12.2001

Gdzie [...] jest ten śnieg ?!!

Tym razem wszystko przebiegało zgodnie z planem. Nawet nasz pociąg przyjechał punktualnie i równie punktualnie opuścił dworzec w Poznaniu. Tym razem był pusty i przyjęcie pozycji horyzontalnej nie stanowiło problemu. Wszyscy chcieliśmy odpocząć przed czekającą nas wędrówką. Już przed Lesznem wszyscy, których widziałem poukładali się do snu. Dopiero w Jeleniej Górze - zaraz po przetarciu oczu - ukazał się nam bezśnieżny krajobraz. Czyżby następny Rajd „Śnieżny” miał okazać się... bezśnieżny?

- Gdzie masz ten śnieg ?!

Autor tego pytania musiał jeszcze trochę poczekać na odpowiedź. Wbrew niepokojącym pozorom w miarę upływu czasu za oknem robiło się coraz bardziej biało. Tuż przed Szklarską Porębą Dolną nikt już nie miał wątpliwości czy zakładać ochraniacze na buty. Chwilę później zwarci i gotowi wysiedliśmy z pociągu. Ostatnie zakupy pieczywa i baterii do latarek (czyżby miały się przydać?) i już byliśmy na szlaku. Drogowskaz turystyczny nieco mnie zaskoczył. Przełęcz Karkonoska 4,5h (szlakiem czerwonym). A ja czytałem, że taka wędrówka zajmuje ok. 6 godzin w warunkach letnich Czyżby czekało nas długie popołudnie w schronisku....

Pierwsza atrakcja - ostatnie zdjęcie.

Początek naszej wędrówki był mało ciekawy. Po krótkim spacerze wśród samochodów i ich spalin szlak skręcił w las. Po kwadransie mogliśmy już podziwiać piękny wodospad Kamieńczyk. Spływającej wodzie przyglądaliśmy się w kaskach na głowie, pożyczanych przed zejściem do wodospadu. Być może dlatego niektórzy z nas zamarzyli o jakimś ekstremalnym kanioningu, czy choćby o zimowej wyprawie do Słowackiego Raju. Po sfotografowaniu przyozdobionego śniegiem i lodem wodospadu wyruszyliśmy dalej w kierunku Hali Szrenickiej. Szlak wiódł turystyczną autostradą - drogą szeroką i wyłożoną betonową kostką, którą tym razem mieliśmy głęboko gdzieś pod ubitym przez ratraki śniegiem. Niestety mgła nie pozwalała nam fotografować zimowych pejzaży.
- Widzisz schronisko? Nie? To podejdź bliżej!! Rzeczywiście - we mgle majaczyła całkiem sporych rozmiarów buda. Nieuchronnie zbliżało się śniadanie.

Im dalej na wschód tym gorzej.

Tego dnia na stołach Schroniska na Hali Szrenickiej królowały słodycze. Nasze organizmy już upominały się o swoje. Spożywszy czekoladki, pierniki i soczki wyruszyliśmy w dalszą drogę. Niektórzy z nas pomylili szlaki i zaskoczeni stanęli u drzwi schroniska na Szrenicy. Chwilę później wszyscy przeszliśmy pierwszy tego dnia odcinek nieprzygotowany przez ratraki. To przejście do szlaku czerwonego w śniegu po pas trwało na tyle krótko, że nikt nie zniechęcił się do dalszej wędrówki.. Chwilę później na Mokrej Przełęczy spotkaliśmy pogranicznka. Wyraźnie znudzony i zmarznięty wojak, poinformował nas, iż idąc dalej na wschód musimy być przygotowani na coraz gorsze warunki śniegowe. Według niego temperatura odczuwalna wynosiła tego dnia -14 stopni. Poza tym mgła ograniczała widoczność do ok. 15 m. Gdyby nie gęsto ustawione tyczki musielibyśmy zrezygnować. Już wtedy stało się jasne, że do schroniska Odrodzenie nie mamy szans dojść przed zmrokiem.

Jutro będzie słońce.

W dość silnym wietrze dotarliśmy do Śnieżnych Kotłów. Rzeczywiście prezentowały się wspaniale - na obrazku ściągniętym z Internetu. Nam nie było dane niczego zobaczyć. Osłonięci werandą budynku telewizyjnej wieży pokrzepiliśmy się herbatką z termosu i ruszyliśmy w dalszą drogę. Piętnaście minut później warunki śniegowe uległy znacznemu pogorszeniu.

Wpadając w śnieg to po pas, to po kolana, wystawiając się na podmuchy porywistego wiatru doczekaliśmy się rozmowy z goprowcami. Zatroskani pytali o latarki, ilość osób i przypominali o konieczności trzymania się tyczek. Oprócz tych ostatnich w określeniu naszego położenia pomagały nam światła czeskich schronisk. Warto dodać, że wyznaczona przez tyczki ścieżka zimowa ma nieco inny przebieg niż szlak czerwony, co utrudniało nam odnalezienie się na mapie.

Po zejściu na Przełęcz Dołek warunki się poprawiły, [ choć panowała już całkowita zimowa ciemność, a my byliśmy oszronieni niczym rasowi polarnicy ]. Śnieg sympatycznie skrzypiał pod butami a i sople na rzęsach przestały się pojawiać[???]. Światło czołówek wystarczająco oświetlało drogę. Jeszcze tylko parę metrów podejścia do schroniska, otrzepanie [pokrytych lodem i sniegiem] ciuchów, plecaków i już piliśmy herbatkę.

Przy którejś z kolei udało mi się dodzwonić do Damiana.. Prognoza pogody jaką mi przekazał była równie optymistyczna, co nieprawdopodobna. Jutro będzie słońce - przekazałem wszystkim przed pójściem spać.

Spotkamy trasę dwudniową?

Na nasze szczęście sobotni poranek okazał się słoneczny, ale tylko na grani!!! Ci, którzy ruszali z Sobieszowa musieli przebić się przez warstwę chmur. Z okien Schroniska Odrodzenie mogliśmy podziwiać panoramę Karkonoszy. Około dziewiątej wszyscy maszerowaliśmy w kierunku Śnieżki. Podejście na Mały Szyszak nie było zbyt męczące. Wyprzedzający nas narciarze mieli jednak trochę łatwiej. Trudno było nie zauważyć, iż grań Karkonoszy wspaniale nadaje się na narciarską turę. Może następnym razem....

Tego dnia podziwialiśmy dość surowy zimowy krajobraz. Porastające grań iglaki okryte były zmarzniętym śniegiem. Fotografowaliśmy je szybko. Wszyscy myślami byli już na Śnieżce, która tego dnia prezentowała się wyjątkowo okazale. Zostawiwszy plecaki w schronisku na Przełęczy pod Śnieżką, ruszyliśmy na szczyt. Na górze urzekły nas budynki oklejone śniegiem. Czeskie schronisko i kapliczka wyglądały bajecznie. Tylko czarny kociak był z innej bajki i nie zdradzał ochoty do zabawy. Pozować do zdjęć też nie chciał. Śnieżkę opuszczałem już w świetle zachodzącego słońca. Wracając do rozstaju szlaków na Równi pod Śnieżką udało się nam dostrzec dość liczną grupę. Czyżby grupa dwudniowa? Niestety nie. Owszem grupa ta dotarła, ale parę godzin później. Spotkaliśmy ich dopiero w schronisku.

Strzecha Akademicka okazała się hotelem górskim. W jednej z dużych sal bawiliśmy się do późnej nocy. Od czasu do czasu Jarka gitara zagłuszana była przez dźwięki płynące z ... no właśnie z czego, z dud czy kobzy ?

W niedzielę po śniadanku czekał nas mały spacer. W kilkuosobowej grupie udaliśmy się szlakiem niebieskim w stronę Karpacza. Oczywiście nie mogliśmy nie zajrzeć do przytulnej Samotni. Po krótkiej wizycie w tym uroczym schronie udaliśmy się w dalszą drogę. Fotografując zimowe pejzaże [...] dotarliśmy do kościółka Wang - ostatniej atrakcji tego rajdu. Później pozostały nam już tylko: podróż do domu i oczekiwanie na zdjęcia.

Sławek Frąckowiak

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań