Relacje

Rajd „Październikowy”
Rejon Śnieżnika
19-22.10.1995

Zaczęło się klasycznie (?) - opóźnieniem pociągu. Dawno nie widziani znajomi, kilka nowych twarzy, parę ładnych buzi, międzynarodowy akcent - Mayumi z Japonii. W pociągu średnio tłoczno, a od Wrocławia całkiem znośnie. Wysiadka w Stroniu Śl. i od razu trudny wybór -z którą z dwóch grup iść? Poszedłem na łatwiznę. Do Jaskini Niedźwiedziej trasa nudna. Przy Jaskini nastąpił kolejny podział, w wyniku którego jako pierwszy znalazłem się w schronisku. Osiem osób wybrało trzy godziny oczekiwania na wejście do Jaskini. Powyżej 1000 m n.p.m. chmury plątały się między nogami. Niby nie padało, a do schroniska dotarłem mokry. Po zakwaterowaniu przyszedł czas na przyjemności: jedzonko i spanko. Obudziła mnie grupa „jaskiniowa” po około dwóch godzinach. Pierwszego wieczoru w ogrzewanej jadalni schroniska przy Śnieżniku królowały: śpiewanie i MAFIA. Z większym, bądź mniejszym powodzeniem co poniektórzy sprawdzali swoją znajomość j. angielskiego, konwersując z Mayumi. Nikomu(!) nie udało się wytłumaczyć Japonce tego, że to normalne, iż nie ma prądu, ciepłej wody, pryszniców.

Od tego wieczoru będę patrzył na Tomka Kosakowskiego jak na wielkiego łgarza i kłamcę. Będąc mafiozem rozłożył wszystkich. Najlepiej zamydlał oczy dziewczynom. Po wypaleniu kilku świeczek udaliśmy się na spoczynek. Pokoje były wychłodzone, ale żadne sprężyny w ciało nie uwierały, tak że rano (7.00) byliśmy całkiem wypoczęci. Nie wszyscy jednak. Okazało się, że dla Mayumi warunki były zbyt „PIONEER”-skie i razem z Tomkiem K. wracała do Poznania. A nas powitał wspaniały dzień: słonecznie i widno po sam horyzont. Temperatura prawie zimowa 0 stopni. Tego dnia wyruszyły trzy grupki, a na metę dotarła ich niepoliczalna ilość. W mojej grupce dziewczyny dotarły tylko do Jaskini Niedźwiedziej, dalej skorzystały z autobusów. W innej grupie dwie „Maty Hari” postanowiły sprawdzić szczelność granicy polsko-czeskiej. Dwie godziny wędrowały po czeskiej stronie nie zaczepiane przez nikogo. Po powrocie do Ojczyzny ponownie zgubiły szlak pokonując trasę jak nie przymierzając Ogrody-Junikowo, ale trasą linii nr 1. Na metę zlądowały ostatnie przepełniając ogromnym szczęściem serce Prezesa. Następnego dnia też zeszły ze szlaku, ale już tylko 500 m przed stacją kolejową.

Kończę, bo mnie wyganiają.

Przemo

<< powrót

© 2008 - 2012 Akademicki Klub Górski „Halny” Poznań